Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Dzien matki nie-katoliczki

Dzien matki nie-katoliczki

Dzis Dzień Matki. Święto ważne w dzisiejszym materialistycznym społeczeństwie. Niestety niełatwo jest być w „matką polką ateistką”, szczególnie wyrósłszy w biblijnych wzorcach.

Konflikt

Przed Wielkanocą napisała do mnie Ewelina z pytaniem, jak poradzić sobie, jako matka ateistka, z religijnymi rodzicami. Bardzo chcieli spędzić ją z córką, zięciem i wnukiem, ale na swój sposób – ze święconką, czuwaniem przy grobie Jezusa, modlitwą przy stole. Ewelina nie chcąc robić sobie kłopotu, a rodzicom przykrości („czcij ojca swego i matkę swoją”), wykręciła się wyjazdem do teściów. Oto znów dostałam wiadomość od tej samej Czytelniczki. Tym razem chodzi o Dzień Matki, organizowany w kościele, w miasteczku Jej rodziców. Jej mama chce, jak wszystkie znajome, zabrać ją i jej syna ze sobą tę uroczystość. Niestety sytuacja pogorszyła się - o ile święta były tacie Eweliny w miarę obojętne, bo odbywały się w czterech ścianach rodzinnego domu, o tyle, jako miejscowy radny, teraz nawet on uważa za konieczne, żeby żona i córka pokazały się w kościele, jako przykładne, katolickie matki! Nie dość, że Ewelina nie widzi siebie w tej roli, to i jej syn, Robert, lat dziesięć, nie przejawia najmniejszej ochoty na kościelne uroczystości, ale babcia i dziadek twierdzą, że nie ma tu nic do gadania. Obie strony oczekują od Eweliny poparcia. „Co komu powiedzieć?” pyta mnie mama-ateistka w potrzasku.

Jak wybrnąć z tej sytuacji? Jak wyjaśnić dziecku, dlaczego dziadkowie naciskają, a ona odmawia? Dlaczego, pomimo to, nawołuje do uszanowania poglądów swojej mamy, tym bardziej, iż konflikt przypada w jej święto?

Wyjaśniać

Pierwsza zasada – nie okłamywać dzieci. Wyjaśniać. Uczyć, że ludzie mają swój sposób widzenia świata, babcia i dziadek akurat widzą go przez pryzmat wiary. I mają do tego prawo. My przestaliśmy wierzyć i uważamy, że lepiej będzie, jeśli wychowamy ich właśnie tak. Mamy do tego dokładnie takie samo prawo. Na pytanie, dlaczego przestaliśmy wierzyć, przedstawimy, zgodnie z ewolucją życiową, każdy swoją odpowiedź. Nie deprecjonujmy dziadków, pamiętajmy, iż nasz szacunek dla rodziców, jest inwestycją wychowawczą w szacunek, jaki mają nam okazywać dzieci za dziesięć, dwadzieścia lat. Mówmy szczerze, że nie zgadzamy się z ich wierzeniami, ale to w żadnym wypadku nie oznacza ośmieszania, braku szacunku czy odtrącenia. Rozdział między rozbieżnością poglądów, a miłością (respektowaniem, pomocą, zainteresowaniem) musi być jasny i czytelny dla młodszego pokolenia.

Anty-wzorce z Biblii

„Czcij ojca swego i matkę swoją” jest co prawda sentencją religijną, ale bynajmniej nie chrześcijanie pierwsi na nią wpadli. Nie bez przyczyny wszystkie politeistyczne religie posiadały swoje boginie płodności, ale także boginie-matki, boginie karmiące piersią. W świecie judeo-chrześcijańskim, matka jest postacią, owszem, ważną i szanowaną, ale pozbawioną własnej osobowości, niezależności, siły, władzy, a nawet miłości. W Biblii spotkamy wiele kobiet, które staną się matkami za sprawą boskiej interwencji – księżniczka, która przygarnęła małego Mojżesza uzyskała status matki, gdyż bóg tak pokierował losami przyszłego proroka. Sara, Rachela, Elżbieta (matka Jana Chrzciciela) skazane są całe życie na bezpłodność („święte” księgi nie raczą jednak przedstawić ich rozpaczy, podczas gdy strach ich mężów o nieprzedłużenie rodu jest widoczny ) i dopiero w wieku podeszłym bóg ulituje się nad nimi i pozwoli, aby zostały zapłodnione. Marii też nikt nie pytał o zdanie, czy chce „zajść w ciążę z Duchem Świętym”, bóg nie zainteresował się, jaka hańba spadnie na niezamężną matkę jego syna. Także Jezus nie specjalnie się o nią troszczył. Nie daje nam więc religia, w której nas wychowano porywających przykładów szacunku dla matek, wspomnienia o miłości rodzicielskiej także są rzadkością. Pierwszym uczuciowym rodzicem, jaki przychodzi mi do głowy jest zwierzchnik synagogi, błagający Jezusa o wskrzeszenie jego córki. Abrahamowi zaś bóg kazał złożyć syna w ofierze! I co z tego, że zatrzymał go w ostatnim momencie? Czy miłujący bóg powinien był w ogóle dopuścić do tego, żeby Abraham planował zabójstwo małego?

Czcij syna swego i córkę swoją

W obliczu tak postawionej w religii sprawy, trudno o wychowanie, pełne szacunku dla młodszego pokolenia. Nie bez przyczyny, być może, kilku wielkich pedagogów, orędowników większego respektu dla dzieci, pochodzi z krajów ultrachrześcijańskich : Janusz Korczak, Włoszka-Maria Montessori, Amerykanki – Elaine Mazlish i Adele Faber. Istnieje w hinduizmie mit o Ganeszu – synu bogini Parvati, której mąż skrócił go o głowę. Parvati wywaliła go więc z pałacu, nakazując nie wracać, zanim nie wskrzesi synka. I tak Ganeszowi dostała się głowa pierwszego napotkanego żywego stworzenia, czyli słonia. Nie jest, bez wątpienia, historyjka ta przykładem dobroci ani dla dzieci, ani dla zwierząt, ale znacznie bardziej uwypukla rodzicielską miłość, niż mit o Abrahamie, czy zdystansowany stosunek Marii do Jezusa.

Chcielibyśmy więc również, aby wierzący starsi rodzice potrafili uszanować wybór swoich córek i synów do wychowania, z kolei ich dzieci, w niewierze. Na szczęście coraz więcej jest wspaniałych rodzin, w których tak się dzieje. Mamy tu cały wachlarz stosunków od paktu o nieagresji, kompromisu, od pełnej akceptacji, a nawet wsparcia, pomimo innego spojrzenia na życie. Osobiście doświadczam, jak przyjemna i pełna wartościowej nauki człowieczeństwa może być ta ostatnia sytuacja.

Starajmy się więc delikatnie, a stanowczo wypracować model szacunku obustronnego. Domagajmy się go. Naciskajmy. Negocjujmy. Stawiajmy ultimatum, jeśli zajdzie potrzeba. Tak aby nasze dzieci widziały, że my respektujemy „ojca swego i matkę swoją”, ale mamy dokładnie takie samo prawo do szacunku z ich strony. Na tym polega humanizm – miłuj bliźniego, jak siebie samego, powinno dla religijnych dziadków brzmieć znajomo.

Każdy z nas jest rodzicem

Oczywiście, możemy od czasu do czasu robić uniki, jak Ewelina. Nie przyjmować zaproszeń, w czas komunii zabrać malca na krótki wypad itd. Jednak na dłuższą metę nie jest to wykonalne, a i nie uczy dzieciaka stawiania czoła przeciwnościom, które wszak, jako ateistę, będą go w polskiej rzeczywistości czekały.

Szacunek, więc, czy uległość? Szacunek tak, uległość nie, choć to niełatwe. Katolickie wychowanie wpoiło nam, żeby czcić ojca swego i matkę swoją, aż do uległości właśnie. Ale drastycznie zapomniało o córkach i synach. Czyli szacunku dla nas- dzieci, przekształconych teraz w rodziców: matki i ojców do czczenia. To nie kwestia nieuniknionego konfliktu pokoleń, gdzie każdy chce sam decydować. To „senioriarchat”-podporządkowanie się rodzicom i dziadkom, pozwolenie na wtargnięcie do naszego sposobu wychowania. Uzbrójmy się, zatem, w argumenty, przedstawmy je i seniorom, i juniorom, żeby wiedzieli, jaką i dlaczego drogę obraliśmy oraz dlaczego nią właśnie ich prowadzimy. W imię humanizmu postkatolickiego, poważania dla matek, ojców, córek, synów….

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article
D
Szacunek? Szacunek do rodziców nie powstaje z automatu. Trzeba wypracować sobie pozycję, która ten szacunek zbuduje. Jeżeli rodzic nie akceptuje światopoglądu czy stylu życia dziecka to czy ono jest zobligowane do szanowania postawy rodzica? Warto to przemyśleć. U mnie jest tak, że robię swoje niezależnie od opinii rodziny. Przy czym, żeby nie robić kwasu po prostu nie podejmuję zbyt często tematu. Co nie znaczy, że w ogóle nie podejmuję. Ich opinie na mój temat ewoluują bardzo powoli, niemal niezauważalnie. Ale siać trzeba ;-) Ogólnie walki między nami nie ma. Myślę, że to dlatego, iż jestem konsekwentna w swoim działaniu, stanowcza, pewna siebie, nikogo o nic nie pytam i nie mam poczucia, że robię coś niewłaściwego. Wręcz przeciwnie. Moja pewność siebie przekłada się na to, jak mnie postrzegają i traktują. Mieli czas przekonać się, że powrotów do religii nie będzie. Więc moja rada dla Eweliny i wszystkich, których rodzice mają jakiś problem z uznaniem samodzielności i odpowiedzialności ich dorosłych dzieci jest taka: róbcie swoje. Rodzina albo będzie Wam towarzyszyć i wspierać albo się odsunie. A jeśli się odsunie to znaczy, że nie była to właściwa rodzina hehehe...Jak to mówią: "trochę szkoda ale w sumie chuj z tym".
Répondre
D
Trafiłaś w sedno. Dlatego warto odciąć pępowinę i uniezależnić się na tyle, by móc robić swoje. Jest szansa, że po jakimś czasie, kiedy rodzina oswoi się z nowością, relacje poprawią się. Ludzie ustalą swoje priorytety, uświadomią sobie co jest dla nich ważne. A jeśli nie potrafią tego zrobić to cóż...jak już wcześniej napisałam w podsumowaniu ;-)
A
Rada rozsądna i dość, hmmm stanowcza ;-) Problem jest taki, że wiele osób jest w dzisiejszej Polsce zależnych od rodziny, od rodziców, teściów, pilnują im dzieci, pomagają czasem finansowo itd. To stwarza pewną sieć zależności, na której starsze pokolenie bazuje. I ten senioriarchat się zaciska, bom jako że my byliśmy w większości wychowani w judeochrześcijańskiej zasadzie szacunku bez wyjątku (a szczególnie w podzięce), to trudno nam otwarcie protestować, gdy na dodatek część naszej egzystencji gdzieś tam zależy od tych ludzi...