Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Obudzona Królewna - baśń własna

Obudzona Królewna - baśń własna

Z okazji dnia walki z homofobia - do przeczytania i do sciagniecia :-) Niech i nasze dzieci pamietaja o akceptacji wszystkich, niech rosna bez uprzedzen !

Obudzona Królewna


(baśń tę dedykuję najlepszemu przyjacielowi na świecie A. i jego chłopakowi P.)


Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, była sobie kraina, leżąca wśród siedmiu lasów. Rządził nią dobry król i jego mądra żona, którym pewnego dnia urodziła się córeczka o imieniu Margerytka. Zgodnie z obyczajem królestwa, wyprawili na jej cześć wielkie przyjęcie, aby powitać ją wśród krewnych, znajomych i poddanych.


Zaprosili na nie całą rodzinę i przyjaciół, w tym mędrców, magów i dobre wróżki, którzy mieli udzielić im rad, jak wychować królewnę.
- Dajcie jej dużo wolności – mówili mędrcy – wolność kształci.
- Pozwólcie jej kochać – mówili czarodzieje – miłość jest najlepszą magią.


Dobre wróżki (było siedem, jak kolorów tęczy), zamiast rad, postanowiły dać małej zaczarowane dary. Żółta Wróżka machnęła żółtą różdżką i ofiarowała księżniczce śmiech, Pomarańczowa – radość, Czerwona – miłość, Różowa – wrażliwość, Fioletowa – inteligencję, Granatowa – cierpliwość, Niebieska – sprawiedliwość, a Zielona – długowieczność.


Król i królowa nie zaprosili na uroczystość ósmej – Czarnej Wróżki, także zamieszkującej ich królestwo. Czarna Wróżka miała czarny charakter, czarne serce, a podobno nawet czarną krew. Nigdy nie mówiła nikomu nic miłego, psuła atmosferę na każdym spotkaniu i szybko wpadała w złość. Tak stało się i tym razem.


Rozgniewana tym, że nie została zaproszona na królewski bal, wpadła do pałacu bez zapowiedzi. Podobna była bardziej do Baby Jagi (której była siostrą cioteczną), niż do wróżki, przeleciała pod kryształowymi żyrandolami na posklejanej taśmą klejącą miotle i wylądowała obok kołyski Margerytki zaraz po tym, jak Zielona Wróżka złożyła swój dar-czar.
- A ja – wrzasnęła, wymierzając w małą swój czarny pazur – przynoszę Ci w prezencie pecha! Zanim skończysz piętnaście lat, ukłujesz się wrzecionem i za…


- Zaśniesz na 100 lat! – krzyknęło jednocześnie siedem dobrych wróżek, aby zagłuszyć słowa Czarnej, która chciała powiedzieć, że wrzeciono zabije królewnę.
Tyle tylko mogły zrobić, aby oddalić od niej śmierć. Pewnym stało się, iż długowieczność i cierpliwość będą Margerytce niezbędne do przetrwania. Odczynić urok będzie mogła tylko prawdziwa miłość i pocałunek zakochanego.


Następnego roku urodził się królewnie braciszek – Tristan. Nauczeni smutnym doświadczeniem rodzice, nie urządzili tym razem wielkiego przyjęcia. Zaprosili tylko najbliższą rodzinę, aby przedstawić im synka. Margerytka i jej brat stali się jednak nierozłączni, byli też bardzo do siebie podobni – te same złote loki (dawniej książęta nosili długie włosy), zielone oczy i delikatna cera. Razem zjeżdżali po poręczy pałacowych schodów, bawili w rycerzy, razem galopowali konno po lasach królestwa. Księżniczka, jak wszystkie księżniczki, uczyła się gry na fortepianie, akompaniowała, więc księciu, który grał na flecie. Wspólnie brali też lekcje fechtunku (jak najprawdziwsi rycerze), a rodzice powtarzali często, że lepiej, żeby Margerytka ukłuła się szpadą niż wrzecionem. I tak mijał im czas na nauce i zabawie, aż do chwili piętnastych urodzin królewny.


Każdego dnia od jej narodzin rodzice drżeli o jej zdrowie i życie, wyrzucili z pałacu wszystkie kołowrotki z wrzecionami. Pozostał jednak jeszcze jeden jedyny dzień obawy. Tym bardziej dłużył się on im w nieskończoność. Poprosili Tristana, żeby nie opuszczał siostry ani na krok. Zabrał ją do lasu na przejażdżkę. Muzykowali razem. Ale dziewczyna bardzo była podniecona wieczorną uroczystością – balem z okazji ukończenia piętnastu lat.


O zachodzie słońca, widząc, iż do końca pechowej doby pozostało już tyko pięć godzin, królowa uspokoiła się nieco i wysłała Margerytkę na przymiarkę balowej sukni. Księżniczka weszła do pracowni krawcowej. Była to nowozatrudniona w zamku kobieta, której ubiory słynęły na całe królestwo. Niektórzy mówili nawet, iż musiała używać czarów - żaden zwykły krawiec nie potrafiłby, bowiem szyć sukien i fraków z tak cienkich materiałów, ani robić tak drobnych koronek u rękawów. Margerytka zdziwiła się, widząc, że ta wielka artystka igły i nici rzuciła jej balową suknię niedbale na jeden ze swych przyrządów krawieckich.


- Weź ją sobie i przymierz – powiedziała krawcowa niegrzecznie, nie zajmując się wcale królewną.


Ta zbliżyła się do olśniewająco pięknej sukienki, pełnej złotych falban, brokatowych koronek i plisek, zdobionych kokardami, plecionymi ze złotej nici. Oniemiała z zachwytu i prędko złapała jedwabne arcydzieło, aby przywdziać je jak najprędzej. Jednak w momencie, gdy pochwyciła suknię, poczuła drobne, ale dotkliwe ukłucie w palec. Zasnęła.


Krawcowa natychmiast zniknęła z pałacu, korzystając z chaosu i smutku, jakie w nim zapanowały. Wszyscy zrozumieli teraz, jakim cudem szyte przez nią ubrania były tak misterne – naprawdę używała do nich magii, gdyż była to przebrana Czarna Wróżka, która zatrudniła się w zamku, aby osobiście dopełnić swego złego uroku, rzuconego przed laty.

Margerytka zasnęła na sto lat. Siedem dobrych, kolorowych wróżek wpadło na pomysł, aby czarodziejsko uśpić całą królewską rodzinę wraz z nią, żeby, gdy się obudzi, nie czuła się samotna.
- A co ją obudzi? – spytał królewicz, gdy wróżki układały go do snu obok siostry.
- Tylko prawdziwa miłość może obudzić ją i was wszystkich – odpowiedziały wróżki i cały pałac zatonął w stuletnim śnie.

Mijały pokolenia. Po osiemdziesięciu latach od zaśnięcia Margerytki, w sąsiednim królestwie urodził się książę – Sławek. Sławek był miłym i inteligentnym dzieckiem. Wyrósł na bardzo oczytanego młodzieńca, do tego świetnie wysportowany, potrafił rzucać dyskiem i biegać na długie dystanse. Brał udział w igrzyskach. Wiedział, że kiedyś będzie musiał zastąpić na tronie starzejących się rodziców i trochę go to martwiło. Był jeszcze młody i sam w życiu, choć otaczało go sporo przyjaciół i doradców.


Pewnego popołudnia wyruszył na konną przejażdżkę po lesie, pragnąc zastanowić się trochę nad tym, co powinien uczynić, aby stać się dobrym władcą. Lasy jego królestwa stykały się z lasami rodziców Śpiącej Królewny i ani się spostrzegł, gdy opuścił rodzinną ziemię i znalazł się w innym państwie. W ich świecie nie było granic, paszportów i straży granicznej, która obszukuje podróżnych. Ludzie byli sobie życzliwi i z radością witali przybyszy.


Nadchodził jednak wieczór i Sławek zdał sobie sprawę, iż znajduje się bardzo daleko od domu. Nie bał się dzikich zwierząt, bo nie wchodził im w drogę, nie bał się rozbójników, bo wiedział, że jest w przyjaznym kraju, a poza tym był przecież silny i dzielny. Jednak nie miał ochoty marznąć, szukając, po ciemku drogi do domu.


W tym czasie, przed pałacem Margerytki i Tristana obradowało siedem zaaferowanych, kolorowych wróżek.
- Co to będzie, co to będzie – biadała Zielona - ta długowieczność jej na nic. Jeśli do dziś, do północy nie przybędzie tu jakiś szczerze kochający osobnik, Margerytka i cała jej rodzina już nigdy się nie obudzą!


- Na pewno wszystko dobrze się skończy – pocieszała Czerwona, która wierzyła w prawdziwą i wielką miłość i zaczęła rozpalać przed zamkiem ognisko, żeby przyciągnąć ewentualnego szczerze kochającego księcia. Siedziały już tak dłuższą chwilę, rozważając, co by tu jeszcze zrobić, gdy ten właśnie ogień dostrzegł książę Sławek. Ucieszył się na jego widok i pogalopował prędko pewien, iż zagrzeje się przynajmniej trochę, wszystko jedno w czyjej kompanii. Kiedy wróżki zauważyły zbliżającego się rumaka, szybko stały się niewidzialne i wleciały do pałacu, zapalić w nim wszystkie światła.


Sławek dojechał do ogniska i ze zdziwieniem stwierdził, że nie tylko nikogo przy nim nie ma, ale też, że pali się ono u wrót kompletnie zarośniętego zielskiem zamczyska, w którego oknach świecą jednak liczne świece (w jego czasach nie było jeszcze elektryczności). Wiedziony nieodpartą ciekawością (i zimnem) wszedł do środka, pokonując krzaki, osty i pokrzywy (kilka myszy i szczurów umknęło też przed nim w głąb ogrodu), a w drzwiach powitały go niewidzialne wróżki, bardzo podniecone jego obecnością.


- Jaki piękny – chichotała Żółta, podczas gdy Pomarańczowa czarami otwierała przed nim każde drzwi, aby jak najprędzej dotarł do łoża śpiącej królewny i zdjął z czar.


- Musi pocałować – szeptała Niebieska.


- Tak, ale najpierw musi trafić – denerwowała się Granatowa. Nawet jej cierpliwość została już wystawiona na poważną próbę, gdyż Sławek kluczył po komnatach niespiesznie, dziwując się, iż większość z nich jest całkiem pusta i zakurzona, a w niektórych śpią głębokim snem różni ludzie.


Po długiej chwili i wielu niepewnościach, zestresowanym (była już za pięć minut północ!) wróżkom udało się sprawić, aby książę trafił wreszcie do komnaty, w której spała Margerytka z bratem.


Sławek dostrzegł ich i oniemiał z wrażenia. Stanął nad łóżkiem i patrzył. Zachwyt odebrał mu mowę i możliwość ruchu. Oczy rozszerzały mu się coraz bardziej i uśmiech malował na twarzy coraz wyraźniej. Wpatrywał się w złote loki, które jeszcze bardziej urosły przez sto lat, w delikatną cerę, zbielałą jeszcze od niewidzenia słońca przez cały wiek, we wdzięczną twarz i figurę…


Poczuł, że musi, po prostu koniecznie i absolutnie musi złożyć pocałunek na tych bladoróżowych ustach, przypominających płatki najdelikatniejszych kwiatów południa… Czuł się taki szczerze zakochany! Pochylił się, przymknął powieki… Wciągnął pełną piersią zapach róż ogrodowych, dochodzący zza uchylonego okna… I z namaszczeniem złożył pocałunek na wargach… królewicza.


- Królewnę, ty baranie! Królewnę! – wrzasnęła Różowa wróżka, zapominając, że Sławek i tak nie może jej usłyszeć, dopóki jest niewidzialna. – Wszystko przepadło – jęknęła, gdy zamkowy zegar wybił północ.


- Nie! – Krzyknęła uszczęśliwiona Pomarańczowa – zobaczcie!


Wróżki z niedowierzaniem patrzyły, jak Tristan i jego siostra budzą się i siadają na łożu, zza ścian dochodziły szelesty innych członków rodziny, odsuwających kołdry, koce i pierzyny. Czar zadziałał, choć książę Sławek pocałował królewicza, a nie śpiącą królewnę!


- Przecież mówiłyśmy – dorzuciła Czerwona Wróżka, od niechcenia, jakby niczemu się nie dziwiła - tylko prawdziwa miłość może obudzić ją i całą rodzinę!

Agnieszka Abémonti-Świrniak

PS. ilustracje w trakcie projektu przez dwie mlody artystki

Basn LGBT Obudzona Krolewna aut.A Abémonti-Świrniak

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article