Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Tadek i szejk

Witold Vargas

Witold Vargas

Przez kilka lat ukazywały się zarówno na blogu, jak i w prasie moje historyjki o Marcie. Jej kuzynem jest czarnoskóry, adoptowany przez jej wujka i jego męża (Adama i Marka) Tadek. Na prośbę męskiej części moich Czytelników i ich Rodziców powstały opowiadania z przygodami Tadka. Dwa pierwsze ("Tadek i lekcja religii" cz I i cz II) mogliście przeczytać tego lata w  "Tygodniku Faktycznie".

Dzisiaj proponuję Wam kolorową podróż z Tadkiem do biało-zielonej Arabii Saudyjskiej. W świat piękny i ciekawy, ale dla Tadka bardzo trudny i bardzo mocno zmuszający do głębokich przemyśleń. Przepiękną, nastrojową ilustrację zawdzięczamy Witoldowi Vargasowi, któremu z całego serca dziękuję!

Miłej lektury! 

Agnieszka Abémonti-Świrniak

Tadek i szejk
część I
Tadek obudził się bardzo rano. Właściwie nie wiedział wcale, że jest bardzo rano, bo słońce świeciło już mocno, ale coś mu mówiło, że raczej nie jest to godzina, o której budzą się dorośli w czasie wakacji. Wyplątał się z moskitiery i popatrzył na zegarek, zostawiony na stoliku. No tak, była zaledwie w pół do szóstej rano… Podszedł do okna. Na szczęście łóżko znajdowało się w zagłębieniu w murze, tak, że prażące promienie słoneczne nie docierały do niego. Pod moskitierą czuło się duchotę, przy oknie — gorąc zupełnie tropikalny. Tadek zapatrzył się. Naprzeciwko stało kilka niewysokich, jednopiętrowych domków, identycznych do tego, w którym mieszkali, całych pomalowanych na biało. Ulicę wybrukowano niezbyt dokładnie jakąś beżową kostką i wraz ze stojącą po środku starą studnią sprawiała wrażenie miejsca, które wyłoniło się z bardzo odległych czasów Beduinów i podróży Sindbada Żeglarza. Na wzgórzu za białymi domkami, których rzędy wyglądały identycznie, a mimo to przyciągały oko, wznosił się niewielki meczet. Jego zielona kopuła lśniła w słońcu otaczającą ją mozaiką no i oczywiście rogalikiem pozłacanego księżyca u szczytu minaretu. Ten spokojny widok sennego miasteczka w upalnym słońcu zachęcił Tadka do przecięcia pod okno biurka i wyjęcia z jego szuflady farb i brystolu. Hassan i Marc dali mu je w prezencie.
Hassan i Marc mieszkali razem. Wszystkim opowiadali, że są kuzynami i osiedlili się w tym małym miasteczku, bo stąd pochodziła ich rodzina. Pracują w Mekce i chcieli chociaż weekendy spędzać w spokojnej, rodzinnej mieścinie. W rzeczywistości, Hassan i Marc zakochali się w sobie podczas studiów. Rodzice Marc’a od dawna mieszkają w Anglii, ale ich syn chciał wrócić do Arabii Saudyjskiej, chociaż na trochę. Po studiach obaj dostali tu pracę.
— To bogaty kraj — tłumaczyli — jak odłożymy trochę grosza, to wyniesiemy się do Anglii lub Francji. Będzie na start. A teraz jakoś musimy to znieść. Na szczęście mężczyźni mają tu tyle wolności, że nikt nas nie pyta, dlaczego mieszkamy razem.
Ojcowie wytłumaczyli Tadkowi, że Arabia Saudyjska to kraj nietolerancyjny dla gejów, można nawet zostać skazanym na karę śmierci, jeśli się jest homoseksualistą, ale oni chcieli odwiedzić swoich przyjaciół, więc trzeba będzie jakoś to rozegrać. Tadek miał mówić do nich wyłącznie po polsku (swoje wczesne dzieciństwo spędził w RPA, gdzie urzędowym językiem jest angielski), żeby ktoś nie zrozumiał na ulicy, że obu ich nazywa „daddy” czyli „tatusiu”. Trzeba było jednak przyznać, że jest to kraj piękny i tajemniczy, szczególnie w oczach dziecka. Odkąd przyjechali minęły zaledwie cztery dni, a Tadek zdążył już namalować kilka obrazków i mnóstwo szkiców. Pierwszego dnia siedział prawie cały czas na dole na ulicy i szkicował białe domki. Zainteresował się nimi przechodzący tędy mężczyzna i kupił od niego dwa! Tadek rozradowany wrócił do rodziców z pełnymi garściami monet i banknotów. Okazało się, że otrzymał naprawdę sowitą zapłatę za swoją sztukę.
— Mówiłem, że to bogaty kraj — śmiał się Marc.
Malując pobłyskujący dach meczetu nad śnieżnobiałymi domami, Tadek nie myślał jednak o problemach tutejszego społeczeństwa, ani nawet o pieniądzach, które mógłby zarobić, sprzedając swoje obrazki. Marzył tylko o tym, żeby zatrzymać tę ulotną chwilę wschodu słońca nad dwukolorowym arabskim miasteczkiem na swojej kartce. Obiecał sobie, że powróci tutaj, gdy będzie dorosły i nauczy się już naprawdę pięknie malować. Wróci ze sztalugami i płótnami i będzie całymi dniami stał na ulicy i rysował, i malował…
Kiedy skończył, zadowolony z efektu położył brystol do wysuszenia i wyjął z szuflady zwykłą kartkę w kratkę. Postanowił opowiedzieć swoje wrażenia Marcie. Właściwie to wolałby napisać maila, ale komputer stał w pokoju obok, gdzie spali jeszcze ojcowie. Rad nie rad, zdał się na tradycyjne metody epistolarne.
„Cześć Marto!
Jak wiesz, od czterech dni jestem w Al - Barh. To naprawdę piękne miasteczko. Stoją tu same białe domki; ani jednego w innym kolorze, naprawdę! Za to ulicę zrobili z takich jasnożółtawych kamieni. Na wzgórzu za domkami (taki właśnie widok mam z okna) wznosi się meczet. Niewielki. Jego ściany są, oczywiście, białe, a kopuła zielona. Wokół kopuły przyklejona jest mozaika, też zielona, a właściwie morska. To mnóstwo niedużych kwadracików, układających się w szeroki pas. Nie masz pojęcia, jak się lśnią z daleka! Do meczetu z tyłu przyczepiony jest minaret. Minaret to jest ta wieża, na którą wchodzi muezzin i nawołuje do modlitwy. Tutaj robi to pięć razy dziennie. O najdziwniejszych porach, mówię ci, noc czy dzień. Muszę sprawdzić dokładnie godziny, to Ci napiszę. Na szczycie minaretu jest maluteńka, zielona kopułka, a na niej złoty rogalik księżyca. Ten księżyc to symbol islamu i państw arabskich. Tak jak to jest napisane w Twojej książce kucharskiej, od tego są francuskie rogaliki. A zielony to kolor islamu. Tata Marek i tata Adam mówią co prawda, że już wcześniej mieli tu boginię Ziemi, Allat, którą rysowali z zielonym (jak rośliny) płaszczem, ale teraz nie wolno w krajach arabskich mówić o żadnych innych bogach. Oni wszyscy wierzą tylko w Allaha i bardzo tego pilnują. Sama wiesz, jak to jest. Pamiętasz, jak spotkaliśmy znajomych Twojej mamy, którzy byli muzułmanami? Poznałem trochę muzułmanów w RPA, ale byli inni. Poza tym, ci tutejsi to się tak ubierają, nie uwierzyłabyś! Czasem pokazują w wiadomościach różnych szejków w długich sukniach i z takimi kółkami, które przytrzymują im te jakieś chusty na głowach. Oni NAPRAWDĘ się tak ubierają! Może nie wszyscy i nie bez przerwy, ale… Zaraz na drugi dzień po przyjeździe siedziałem na dole na ulicy i rysowałem te domki. W pewnym momencie podszedł do mnie tak właśnie ubrany facet i kupił ode mnie dwa obrazki. Dał mi za to 2000 riali. Jak mi później powiedzieli Hassan i Marc to kupa kasy i teraz zastanawiam się, co za to sobie kupić. Przywiozę taki jeden pieniążek dla Ciebie w prezencie.
Szkoda, że kobiety ubierają się znacznie gorzej. W sumie mężczyźni też nie specjalnie wyglądają w tych „szatach”, ale panie prawie zawsze są ubrane na czarno. Nawet sprzedawczynie w sklepie z butami dla kobiet tak były poobwijane w te czarne tuniki. Taka tunika nazywa się „abaya”. Mają nawet specjalną policję, która tego pilnuje! Jak wrócę z Mekki to Ci napiszę, jak tam się noszą. Na dodatek one zasłaniają często nawet twarz. Chyba bym zwariował, jakby mi tylko oczy można było wystawić! Wiesz, jak tu jest gorąco?!
Za to w telewizji widzę sporo kobiet w ślicznych, barwnych strojach. Niektóre też poobwijane, ale na kolorowo, a niektóre wcale. Te wcale, to są księżniczki, tak powiedział Hassan. Tutaj prawie nie ma kobiet – ministrów czy coś takiego, ale żona sułtana, jego siostra czy córka ma prawo ubierać się po europejsku. Nawet się zapytałem Hassana, czy w takim razie rodzina sułtana jest niewierząca, bo to przecież jest religijny nakaz z tymi zaplątanymi ubraniami. Ale roześmiał się i powiedział, że, jak w każdym kraju, religia jest dla zwykłych ludzi, a królowie robią, jak im się podoba. Wtedy spytałem, czy w takim razie dzieci uczą się religii w szkole. Odpowiedział, że to na szczęście na tyle bogaty kraj, że mogą się uczyć też i czego innego, nie jak w niektórych krajach islamskich, ale, że OCZYWIŚCIE, że uczą się religii w szkole. Widziałem, jak uczniowie szli ulicą, dziewczynki osobno. Ciekawe, czy uczą się tego samego, co my?
Włączyłem telewizję, bo trochę się nudzę i wiesz co?! Nie uwierzysz! Pokazują tego człowieka, który kupił ode mnie obrazki, a pod nim jest podpis po angielsku, że to jakiś szejk!”

część II
Tadek obudził się znów o wschodzie słońca. Wyszedł przed dom na bezludną o tej porze ulicę. Kiedy nieliczne w tej dzielnicy dzieci udały się do szkoły, przed studnią czasem spotykały się ich matki. Woda leciała w kranach, ale studnia była tu miejscem spotkań towarzyskich. Rzadko pracujące Arabki gawędziły razem właśnie w tym miejscu. Wieczorami to mężczyźni zbierali się przy studni po pracy, popalając szisze i dyskutując głośno. Czasem bawiły się tu dzieci. Młodsze razem, starsze podzielone na chłopców i dziewczęta. Wiele z tych ostatnich miało już na głowach szczelnie zakrywające włosy chusty. Tadek lubił siadać na krawężniku i niestrudzenie rysować stojące wokół, białe jak śnieg, jednopiętrowe domy z typowymi arabskimi oknami o ażurowych wycięciach, chroniących przed spiekotą, ale nie odcinających mieszkańców od światła. Czasami szedł prostopadłą uliczką w górę i zatrzymywał się przed meczetem. Tutaj obok bieli dominowała szmaragdowa zieleń kopuły.
Tego dnia również zamyślił się, przyglądając się mozaice na dachu świątyni. Wyszedł z niej ten sam mężczyzna, który kiedyś za dwa tysiące riali kupił od niego dwa obrazki. Od tamtej pory młody malarz dowiedział się, że była to spora suma pieniędzy (około dwudziestu procent porządnej pensji) i że człowiek tym był jakimś lokalnym szejkiem (wiedział to z telewizji). Podszedł do Tadka, a że obaj mówili dobrze po angielsku, zaczął zadawać chłopcu pytania o jego pasję rysowniczą. Na koniec rozmowy znów kupił od niego dwa szkice, tym razem oba z meczetem. Powiedział, że jego żona mieszka w tej miejscowości i często przyjeżdża pomóc jej doglądać chorej teściowej. Na stałe mieszka nieopodal, w swoim pałacu… Tadek wiedział, że w Arabii Saudyjskiej mnóstwo jest bogatych ludzi, posiadających wspaniałe domy, a nawet pałace. Nie spodziewał się jednak, że szejk wyjmie z kieszeni i wręczy mu wizytówkę, mówiąc:
— Niech twój tata do mnie zadzwoni. Zapraszam was obu do siebie, zobaczysz, jak wygląda piękna, arabska architektura.
Tadek pobiegł do domu, czując, że czeka go fantastyczna przygoda! Zwiedzić pałac szejka?! Kto może powiedzieć, że był w arabskim pałacu?! Ku jego wielkiemu zdziwieniu, wiadomość ta, gdy przy śniadaniu pokazała wizytówkę „swojego” szejka, nie wywołała entuzjazmu.
— Tadku — odezwał się smutno tata Marek — wiesz, że Arabia Saudyjska to kraj, w którym za homoseksualizm można być nawet skazanym na śmierć.
Tadek momentalnie zrozumiał. Nie będzie mógł pokazać się w pałacu z dwoma ojcami.
— Nie musicie iść ze mną obaj — znalazł rozwiązanie. — On powiedział, żebym przyszedł z tatą.
— Nie musimy iść obaj, ale on może zapytać. O mamę, o to, gdzie i u kogo mieszkasz. Gdyby chodziło tylko o nas, byłoby to mniej niebezpieczne, nie jesteśmy obywatelami tego kraju. Ale nawet gdybyśmy skłamali, niezwykle łatwo będzie w tej małej mieścinie dojść, u kogo się zatrzymaliśmy. Nie wolno nam narażać naszych przyjaciół - Hassana i Marc’a.
Hassan i Marc podczas tej rozmowy milczeli. Tadek przeniósł na nich swoje pełne łez oczu. Bezbłędnie wyczuł, że nie ma o czym mówić i świetnie rozumiał, że życie, a choćby tylko i święty spokój gospodarzy nie może znaleźć się w niebezpieczeństwie. Ale ten układ wydał mu się teraz taki niesprawiedliwy! Ostatniej deski ratunku upatrywał w drugim ojcu. Irracjonalnie chciał wierzyć, że tata Adam coś wymyśli. Zawsze był tym, który nie pozwalał się zagłuszyć. Nigdy nie krył swojej orientacji seksualnej, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Jego dewizą było „akceptujcie mnie takiego, jaki jestem albo wcale”. Potrafił być bezkompromisowy, nawet wobec swojej nietolerancyjnej mamy.
Dopóki mieszkali w RPA, Tadek chodził do francuskiej szkoły, do której zapisał go dziadek, emerytowany francuski dyplomata i wszystko było w porządku. Po przyjeździe do Polski zaczął spotykać się z odrzuceniem, a co gorsza, ubliżaniem z powodu nie tyle koloru skóry, co swoich tęczowych rodziców. To od taty Adama nauczył się, że nie ma powodu, żeby się ukrywać i że trzeba wymóc na ludziach szacunek. Teraz jednak rozumiał, że aktywizm i wymaganie szacunku nie zawsze i nie wszędzie jest możliwe. Jakkolwiek w Polsce tata Adam, nawet gdy mu grożono, nigdy nie wahał się pokazywać w telewizji, udzielać wywiadów, przemawiać na paradach równości i tak dalej, tutaj sprawa wyraźnie miała się inaczej.
— Spróbujmy poszukać czegoś o twoim szejku w internecie — zaproponował jednak.
Tadek był mu wdzięczny. Nawet jeśli nic to nie da, przyjemnie wiedzieć, że tata chce pomóc.
On i Marc wzięli laptopa, wklepali nazwisko szejka i przez chwilę w przedłużającej się nieprzyjemnie ciszy czytali jakieś informacje. Nagle bardzo zdziwiony Marc zapytał Tadka:
— Co ten twój szejk powiedział? Że jego żona mieszka tutaj, a on w pałacu?
Tadek kiwnął głową.
— Nie uwierzycie — zaśmiał się Marc — piszą w kilku miejscach, że jest on dobrze znanym ze swego homoseksualizmu szejkiem czegoś tam, gdzieś tam, nie ważne, gdzie.
— Szejk jest gejem? — zdziwił się Tadek.
— To, że homoseksualizm jest w tym kraju karalny, nie znaczy, że nie istnieje. Jest bogaty, więc wiele może. A poza tym, przecież nie da się zakazać ludziom kochać, nawet jeśli można zakazać im łączyć się w pary. To tak jak Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. Tylko w Arabii i wśród mężczyzn.
Tadek na moment rozpogodził się, a nawet uśmiechnął, wyobrażając sobie dwóch brodatych szejków z wielkimi okularami słonecznymi w długich tunikach i „kółeczkach” na głowach w roli Romea i Julii.
— Ale on się nie boi? — zapytał, odganiając zabawną wizję.
— To już jest sprawa pieniędzy — odparł, krzywiąc się Hassan. — Tak jak wszędzie indziej, tak i u nas, kto ma kasę oraz władzę, robi, co chce. Jak widzisz, szejk nie wychyla się za bardzo, niby „dobrze znany”, a my o nim nie słyszeliśmy.
— Pytanie tylko, czy daje nam to gwarancję, że możemy spokojnie go odwiedzić. Równie dobrze może być ostatnim hipokrytą i donieść na was, jeśli się zorientuje — powątpiewał tata Marek.
— He, he, nie sądzę — zaśmiał się Marc — wyobrażasz sobie, jak w odwecie my donosimy na niego? Pokazujemy artykuły, które właśnie znalazłem i opowiadamy o tym, że nie żyje z własną żoną i tak dalej?
Zapadła cisza. Wszyscy nagle zdali sobie sprawę, jak bardzo świat jest dziwny i niesprawiedliwy, pełen nierówności. Jak bardzo czasem trzeba być wyrachowanym, egoistycznym, a nawet brutalnym, tylko po to, żeby po prostu przetrwać.
Tadek poczuł, smutek i bunt. Ale również znużenie powstałym napięciem. W tym właśnie momencie po raz pierwszy w życiu zastanowił się, jak by to było mieć zwykłą, heteroseksualną rodzinę. Choćby na ten jeden dzień w życiu, dzień wizyty u szejka. Jego biologiczni rodzice zmarli, gdy był noworodkiem i jedynymi, jakich znał i kochał byli Marek i Adam. To oni dali mu spokój, radość i szczęście. Dom. Nagle tata Marek, jakby czytając w jego myślach, odezwał się poważnie:
— Wiesz, nawet gdybyś miał mamę i tatę, sytuacja nie byłaby oczywista. Widzisz, jak tutaj traktuje się kobiety. Nie mogą pracować, jeździć samochodem, niektóre też wychodzić same z domu. Twój szejk nawet nie zająknął się o zaproszeniu mamy, prawda? Po prostu, gdybyś miał mamę, musiałaby zostać w domu, podczas gdy ty zwiedzałbyś jego pałac i objadał się jego daktylami.
Tadek doznał szoku. To prawda. Sam przecież obserwował zapatulone w chusty kobiety przy studni, dziewczynki, które zamiast szortów w upalne lato, nosiły niekształtne abaye i zakrywały głowy. W telewizji oprócz żon ważnych ludzi nie widywał kobiet. Pomyślał, że życie jest tak czy inaczej wieczną walką o godność, bez względu na to, czy ma się mamę i tatę, czy tatę i tatę.
— Moim zdaniem, możesz tam iść — zadeklarował w końcu Marc, a Hassan przytaknął ruchem głowy.
Tadek spojrzał na nich zamyślony.
— Ja już w ogóle nie tam iść. Nie muszę oglądać szejka i jego pałacu, są w życiu ważniejsze sprawy. Niech się goni — zadecydował.

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article