Overblog Tous les blogs Top blogs Littérature, BD & Poésie
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
MENU

Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Publicité

Marta i wakacje

Marta i wakacje

Z okazji nadciagajacych jak burza wakacji ! :-) Jak zwykle do poczytania i do sciagniecia.

Marta i wakacje

Publicité

Marta chce pojechac na wakacje do...



Marta i wakacje


Marta wyszła dziś ze szkoły bardziej zamyślona niż zwykle. Dość zdawkowo odpowiadała na pytania mamy i interesowała się głównie pogodą, jaka miała być w wakacje, czyli już za dwa tygodnie. Przyszedłszy do domu, wyładowała kompletnie swój plecak i zaczęła oglądać go wyjątkowo szczegółowo. Kiedy doszła do wkładania głowy do środka, mama nie wytrzymała i zapytała:
- Martusiu, czy coś się stało z twoim plecakiem?
- Nie – mruknęła trochę nieobecna duchem Marta – sprawdzam tylko, czy wszystko się zmieści.
- Ale co – wszystko? – dziwiła się nadal mama.
- Mamusiu czy możemy pojechać do Częstochowy? – bez cienia wstępu wypaliła Marta.


- Matko boska – jęknęła mama, całkiem na temat, jak stwierdził tata, choć Marta z początku nie zwróciła na to uwagi – ale po co do Częstochowy?
- Na pielgrzymkę. Hania idzie na pielgrzymkę, też bym chciała.
- Na pielgrzymkę… - mama wzięła głęboki oddech, po czym dodała – A wiesz, że na pielgrzymkę się właśnie chodzi, a nie jeździ?
- Wiem – zawołała zadowolona, nie wiedzieć z czego, Marta – Hania mi mówiła, się tak idzie razem i śpiewa piosenki, i słucha radia, i gada…
- A czy Hania mówiła ci również, – spytała bardzo poważnie mama – że idzie się bez względu na pogodę, czy pali słońce, czy leje deszcz, że śpi się w cudzych stodołach…
- Nie szkodzi – przerwała Marta i machnęła ręką – przecież będziemy razem, to się ogrzejemy.


- Nie będziemy razem – mama podejrzanie jak dla Marty spoważniała – nie będziemy w ogóle. Posłuchaj Marto, pielgrzymka to obrządek religijny, taki sam jak msza w kościele. My nie chodzimy na mszę, bo jesteśmy ateistami, nie możemy, więc pójść na pielgrzymkę, w imię boga, w którego nie wierzymy. Wszystko jedno, jakiego. To tak samo, jak nie chodzimy do meczetu, czy do synagogi, choć poszliśmy je zwiedzić, podobnie, jak zwiedzamy kościoły lub bywamy na świętach naszej rodziny, które się tam odbywają, jak chrzest Maciusia. Poza tym wszystkim, uważam pielgrzymki wszelakiej maści za kompletnie idiotyczny pomysł maszerowania przez pola i miasta, niepotrzebne męczenie się, wdychanie kurzu i zawracanie ludziom głowy. To absolutnie nie jest miejsce dla siedmioletnich dziewczynek, nawet, gdyby wierzyły w boga.


- Ale mamusiu… - Marta świetnie rozumiała argumenty mamy, pozostała jej jeszcze jedna, ostatnia wątpliwość – bo Hania mówiła, że tam jest taki obraz, i że on jest cudowny. Sama mówiłaś, że pojedziemy kiedyś do Wenecji, bo jest cudowna…
- Cudowny – wtrącił się milczący dotąd tata – nie oznacza w tym wypadku „wspaniały”, skarbie. Katolicy wierzą, iż obraz Matki Boskiej Częstochowskiej jest cudowny, bo czyni cuda.
- Cuda?
- No… takie… czary – objaśniał dalej tatuś.
- Jak czarownica?- Marta czuła, że ten cały obraz jednak by jej się spodobał.
- No… powiedzmy… jak dobra wróżka – roześmiała się mama.- Ludzie wierzą, że może on uzdrowić chorych.
- To może tata przestałby mieć alergię na pyłki?
- A widziałaś kiedyś wróżki?- mruknął w odpowiedzi tata.
- Nie – zasępiła się Marta.


- Wiesz – zaczął opowiadać tata – wyznawcy wielu religii wędrują na różne pielgrzymki do tzw., „świętych” miejsc i „cudownych” rzeczy. U muzułmanów jest to nawet obowiązkowe – każdy z nich powinien raz w życiu udać się do Mekki. Twierdzą, iż oczyszczają się tam z grzechów, czyli złych uczynków przed świętym czarnym kamieniem, podarowanym przez anioła, który te ich grzechy wchłania i dlatego właśnie jest czarny. Hindusi, z kolei, pielgrzymują nad Ganges – ich ponoć świętą rzekę, która także ma zmyć z nich grzechy. W rzeczywistości Ganges jest, niestety, bardzo brudny, choć piękny i nigdy bym do niego nie wszedł, a czarny kamień mahometan to meteoryt, czyli kosmiczna skała.


- To po co oni tam tak chodzą? – zapytała zdezorientowana wierzeniami nieznanych jej ludzi Marta – skoro ten Ganges jest brudny, kamień po prostu spadł z nieba, a obraz wcale nie leczy?
- Wróżki i czary, tak samo jak obraz, kamienie, rzeki i cuda to wymysły ludzi, którzy potrzebują jakichś wspaniałości w swoim życiu. Nie ma w sumie w tym nic dziwnego, ani nawet noc złego, dopóki nie czynią krzywdy innym. Lepiej jednak zauważać wspaniałości realnego świata, które nas otaczają – przyrodę, zdobycze nauki, bliskich i przyjaciół.


- Swoją drogą – wtrąciła się mamusia – obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z małym Jezuskiem przedstawia jedną z największych wspaniałości tego świata, inni nazywają to nawet właśnie cudem natury – macierzyństwo.
Na zdumioną minę córeczki, rodzice odpowiedzieli ciepłym uśmiechem. Usiedli na kanapie i posadzili ją między sobą, obejmując czule.
- Miłość rodziców do dzieci i na odwrót może zdziałać więcej niż czary jakiegokolwiek obrazu. Naprawdę. Dziecko nie rośnie zdrowo tylko dzięki mleku mamy i świeżemu powietrzu. Bez kontaktu z mamą i tatą, przytulania, uwagi, wysłuchania i wsparcia mogłoby nawet przestać się rozwijać. Tak samo rodzice potrzebują, zwłaszcza w starszym wieku, pomocy swoich dzieci. Obecności, rozmowy, które są dla nich podporą i fizyczną, i psychiczną. Bez nich są często jak gałązki wierzby na wietrze.


Zaległa krótka cisza, podczas której Marta myślała o tych wszystkich chwilach, zabaw i pieszczot z rodzicami, nocach, przespanych w ich łóżku, gdy jej własne pełne było złych snów.
- Wiesz – mama wyrwała ją z zamyślenia – ten obraz, który wisi w sypialni…
- Ten z dzidzią przy piersi? – ożywiła się Marta.
- Tak, dostałam go od moich rodziców, gdy urodziłam Ciebie.
- I będę mogła go mieć, jak ja urodzę dzidzię? – popatrzyła na mamę błagalnie. Uwielbiała ciepło sceny z obrazu, nieraz wpatrywała się długimi minutami w jego kolory, trochę rozmyte, płynące jak mamina kołysanka.
- Dobrze, kochanie, powiesisz go sobie nad łóżkiem swojej rodziny. Namalował go polski malarz, Stanisław Wyspiański. Jest ich kilka w serii „macierzyństwo”, ten nasz jest tylko reprodukcją, ale jeśli masz ochotę, to wiesz, mam pomysł… - mama zawiesiła tajemniczo głos.


- Jaki?! – Marta aż podskoczyła, przeczuwając, że czeka ją coś strasznie fajnego.
- Pojedziemy w wakacje do Warszawy. Co Ty na to, Łukasz? – zwróciła się mama do taty i widząc, że ten się uśmiecha, ciągnęła dalej. – Tam w muzeum zobaczysz oryginały Wyspiańskiego, Łempickiej oraz wiele innych obrazów z mamami i dzidziami, chcesz?
- Chcę! Chcę! – Marta aż skakała na pupie po kanapie. Oglądanie scenek rodzajowych małych dzieci z mamusiami, połączone w dodatku z wycieczką do nieznanej Warszawy było tak ekscytujące, że chciała od razu zacząć się pakować.
- Spokojnie – roześmiał się tata – masz jeszcze dwa tygodnie nauki przed sobą.
Marta zasępiła się na chwilę, ale bynajmniej nie z powodu kilku dni w szkolnej ławce.
- Tatusiu, - spytała – ale możemy pojechać samochodem, prawda? Ja nie chcę iść do Warszawy na pielgrzymkę. Za bardzo bym się zmęczyła i nie miałabym już siły zwiedzać tego muzeum.

Agnieszka Abémonti-Świrniak

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article
A
Och, dzieki Justyno, moze jakies wydawnictwo sie kiedys skusi ? :-) Fajnie by bylp !
Répondre
J
Dajesz gotowe recepty na rozmowy ateistów z własnymi dziećmi na trudne religijne tematy. Warto zapamiętać, jak taka rozmowa z dzieckiem, które będzie chciało robić to co inni, może przebiegać. Ciepło rodzinne i wiedza na temat różnych religii mogą zdziałać wiele. Podoba mi się Twój styl i chciałabym mieć książeczkę z takimi opowiadaniami w domu.
Répondre