Overblog Tous les blogs Top blogs Littérature, BD & Poésie
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
MENU

Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Publicité

Marta i kieszonka na dzidzię

Marta i kieszonka na dzidzię

Zbliza sie 01 lisopada... Każdy z nas zapytał kiedyś swoich rodziców o tajemnicę śmierci. I nas pytają o to nasze dzieci. W naszym pokoleniu odpowiedzi ograniczały się zazwyczaj do „poszedł do nieba, do bozi” itd., czasami dowiadywaliśmy się, że spotkamy zmarłego po naszej śmierci. Nie ma, co mieć pretensji do naszych rodziców za przekazanie takiego obrazu świata. Po pierwsze wierzyli w niego (jak i wielu naszych rówieśników dziś), po drugie, religia (jak to pisałam w „Marcie i lekcji religii”) ofiarowuje tak prosty, schematyczny sposób myślenia i tłumaczenia świata, wprost idealny dla zderzenia „małe dziecko-trudny temat”.


My jednak chcemy inaczej wychować nasze dzieci. Jeśli jesteśmy ateistami, a przynajmniej nie wierzymy w rzeczy niemożliwe (ciało ludzkie w niebie po sądzie ostatecznym) chcemy objaśnić maluchom smierc w sposób jak najbardziej zgodny z prawdą i bez nadnaturalnych elementów. Dodatkową trudnością jest dla nas sposób, w jaki należy uprościć złożoną fizykę i biologię życia małemu człowiekowi, tak żeby w miarę wiernie oddawał przyrodę, ale i przemówił do niedorosłego mózgu.


Zapraszam do przeczytania mojej propozycji „spotkania ze śmiercią”.


Dodam, iż może się ona przydać wielu Mamom, które potrzebują w prostych słowach wytłumaczyć niedoszłemu rodzeństwu poronienie. Za pomysł ten dziękuje niezrównanej psycholog rodzinnej, którą znam od kilku lat, tu w Paryżu, A.V. Merci !

P.S. Gdy nasza córka miała trzy latka i z nagła trzeba było „objaśnić” jej śmierć bez wchodzenia w szczegóły przyrodnicze, zaczerpnęliśmy z książki Susanny Tamaro „Va’ dove ti porta il cuore” („Idź, dokąd prowadzi Cię serce”, niestety nie wiem, czy istnieje po polsku, nie znalazłam) wytłumaczenie, że ludzie zmarli zamieniają się w… gwiazdy! Wiem, wiem, zero racjonalizmu, ale jeśli nie chcecie wykorzystywać biologii, ani mówić o bogu, to jest to zawsze jakieś wyjaśnienie pośrednie ;-) Od tamtej pory mała dowiedziała się już przyrodniczej prawdy, a spoglądając w niebo mówi po prostu „to jest gwiazda takiej osoby, a to takiej” i tyle. Gwiazdy pomagają jej przypomnieć sobie bliskich zmarłych i mile spędzone z nimi chwile. To praktyczne, szczególnie, gdy mieszka się z dala od rodzinnych grobów.

(Hisoryjka do sciagnieca w wordzie pod spodem)

Marta i kieszonka na dzidzię


Pierwszy raz od początku roku szkolnego, Marta wychodziła ze szkoły zestresowana i niepewna. Ociągała się, długo się przebierała, staranniej niż zwykle wkładała kapcie do woreczka. Byle jak najpóźniej przekroczyć próg szkoły, byle jak najpóźniej zderzyć się z tym, co ją czekało.
Przed szkołą czekał tatuś. Wcale nie straszny, za to blady i niepewnie uśmiechnięty, zagadnął:
- Cześć Martusiu, fajnie było w szkole?
Marta pokiwała głową, nawet jej nie podnosząc i nie patrząc na tatę. Jakby jej niebieskie buciki stały się teraz najciekawsze na całym świecie.
Nagle podniosła jednak gwałtownie wzrok. W oczach taty chciała wyczytać jakąś dobrą nowinę, chciała zobaczyć, że wszystko jest, jak przedtem…
- Wiesz – odezwał się w odpowiedzi tata, który bez słów pojął obawy córeczki – przywiozłem mamusię ze szpitala i …
- I?! – Marta uwiesiła się tego „i”, jak nieumiejąca jeszcze skakać małpka młodej liany.
- I… mama… dobrze się czuje. Jest jeszcze trochę słaba. Słaba – jąkał się – tak, słaba, ale siedzi trochę w łóżku i popija herbatkę imbirową, czekając na ciebie.
Marta milczała. Wiedziała, że tata miał przywieźć dzisiaj mamę ze szpitala. Z tego dziwnego miejsca, gdzie mama spędziła tydzień. Marta nie bardo wiedziała, dlaczego.

Mama rzeczywiście siedziała w łóżku. Bledsza niż zwykle, Marcie zdawało się również, że dużo chudsza, choć może to przez piżamę… Za to na pewno nie miała tego filuternego błysku w oczach, który oznaczał, że zaraz razem się roześmieją.
Uśmiechnęła się jednak do córeczki i przytuliła ją, jakby jeszcze bardziej pieszczotliwie niż zwykle.
- Kochanie – powiedziała głosem, który Marcie wydał się drżący – co było dziś w szkole? Dobrze się bawiłaś?
- Tak. Ale najważniejsze, że…, że… Jak dobrze, że znów jesteś w domu! – Marta zaczęła bardzo płakać, tuląc się do mamy całą sobą.
- Bałaś się o mnie, tak? – spytała czule mama.
-Tak, bardzo, bardzo, bardzo… Bałam się, że będzie cię dalej boleć i że ta twoja krew nigdy nie przestanie płynąć. Ta krew była tak straszna! – Marta jednym, gwałtownym potokiem słów wyrzuciła z siebie wszystkie swoje obawy.
- Wiem – szepnęła mama, głaszcząc ją powoli po głowie – nie miałam nawet kiedy ci tego wytłumaczyć…
Marta boi się trochę wytłumaczenia, ale z drugiej strony, może, gdy się dowie, skąd wzięła się ta cała krew, wtedy, nawet na poduszce mamy, chociaż nie miała rozbitej głowy, i dlaczego mama tak bardzo skręcała się z bólu i te leki na uspokojenie w szpitalu, gdy mama ciągle spała… może, gdy zrozumie, to nie będzie już musiała się bać?


- Widzisz – zaczęła mama – ty, tatuś, ja, wszyscy bardzo chcieliśmy, żeby w rodzinie pojawiło się drugie dziecko. Chciałaś mieć siostrzyczkę, prawda?
Marta kiwnęła głową. Jej oczy otworzyły się teraz szerzej. Co ma siostrzyczka do choroby mamy?
- Tatuś i ja staraliśmy się o drugie dziecko, wiesz przecież, skąd się biorą dzieci, wiesz, że najpierw muszą być w brzusiu mamy.
Marta znów kiwnęła głową, w której jakby zaczynało się rozjaśniać. Przecież mamę wtedy właśnie bolał brzuch!
- Kiedy ziarenka mamusi i tatusia się połączą, robi się z tego jedna komórka, która się podzieli na części i kiedyś będzie dzieckiem. Ta komórka siedzi sobie w specjalnej kieszonce na dzidzię, którą wytwarza organizm mamy w brzuchu. Zdarza się jednak, że…, że kieszonka nie jest najlepiej zrobiona. Trochę, jak kieszeń sukienki, czy spodni, która się odpruje. No… i… wtedy… ta komórka wypada z kieszonki, z brzusia i organizm nie może z niej zrobić nowej dzidzi. Wtedy wszystko razem musi wypaść z brzucha. Problem w tym, że to jest trochę przerażające, bo wypływa też krew no i… to boli. Dlatego ja tak bardzo się źle czułam, a ty tak bardzo przestraszyłaś.
- A ta dzidzia wtedy… umiera? – zapytała Marta niepewnym głosem, z oczami pełnymi łez.
- Kochanie, nie, nie ma jeszcze dzidzi, są tylko komórki, które mogą ewentualnie stać się dzidzią. Jeśli kieszonka się rozpruje to po prostu nie zrobi się z nich dzidzia. I tyle.
- A… kieszonka może się urwać, jak już jest prawdziwa dzidzia w środku? – drążyła Marta.
- Może – westchnęła mama.
- I co wtedy?
- Coraz częściej lekarzom udaje się uratować takie dzieciątko.
- A jeśli nie? – nie ustępowała Marta


- Widzisz, Martusiu, cały nasz świat zbudowany jest mniej więcej z tego samego – z tych samych pierwiastków, minerałów itd. Nasze ciało bardzo podobne jest do ciała innych zwierząt, a nawet i do niektórych części roślin. Dlatego, gdy człowiek umiera (jak taka dzidzia, której nie udało się uratować) i pochowają go do ziemi, jego ciało zamienia się z powrotem w pierwiastki i witaminy. Dzięki temu, na tym miejscu wyrosną np. nowe drzewa, które te witaminy będą z ziemi czerpały, na drzewie wyrosną zaś żołędzie, które zje mama wiewiórka. Potem urodzi się jej dzidzia wiewiórka i tak dzięki temu, co oddało ziemi ciało zmarłej osoby, życie toczy się dalej.
- Czyli właściwie, to co mamy w środku nigdy nie przestaje istnieć? Tylko przechodzi do innych części przyrody? Mamusiu – zmieniła nagle tok myślenia Marta – a Hania mówiła… - Ciche zgrzytnięcie zębów dało jej do zrozumienia, co myśli mama o tym, co mówi Hania. Mama słuchała jednak dalej. – Że jak jej dziadek umarł, to poszedł do nieba. To wierzący idą do nieba, a niewierzący do przyrody?
- Nie kochanie, wszyscy wracamy do przyrody. Nikomu jednak nie jest łatwo pogodzić się ze śmiercią bliskich, chcielibyśmy, aby byli zawsze przy nas. Dlatego ludzie wymyślają sobie różne religijne nieba, gdzie mielibyśmy się wszyscy spotkać po śmierci.
- No, ale… -zawahała się Marta – to jak ona sobie to wyobraża, że jej dziadek w nocy wyszedł z grobu, wziął drabinę i wspiął się po niej do nieba?!


Pomimo powagi sytuacji i przygnębiającego tematu, mama nie mogła powstrzymać się od rozbawionego uśmiechu, na myśl o starszym panu odsuwającym nagrobną płytę, pożyczającym drabinę grabarza i wspinającym się w swoim trumiennym garniturze w stronę chmur.
- Nie wiem, jak wyobraża sobie to Hania. Nawet, jeśli uważa, że najpierw do nieba idzie dusza jej dziadka, a ciało dopiero na końcu świata, jedno jest pewne – odlatującej duszy nikt nigdy nie widział, a ciało ludzkie, nie może już odżyć. Tym bardziej, że jego składniki potrzebne są do trwania natury. W ten sposób część nas jest w każdym otaczającym nas drzewie i zwierzęciu, nawet w naszych bliskich.
- To chyba lepiej. – Podsumowała Marta.
- Tak sądzisz?- Zainteresowała się mama.
- No tak, bo ci zmarli są wtedy blisko nas, a nie w jakimś niebie. Jak mi będzie smutno, jak mój dziadek umrze, to popatrzę na drzewo, a jak mam go zobaczyć gdzieś tam w niebie?
- To fakt – podsumowała mama. I wiesz, z tymi komórkami, które wyleciały z mojej kieszonki jest tak samo. Przejdą do przyrody, może dzięki nim wyrośnie… na przykład, bo ja wiem…? Kapusta, potem ja tę kapustę zjem i w końcu urodzę nową dzidzię – uśmiechnęła się, jakby z ulgą.
- To ja już wiem – odkrywczo ogłosiła Marta, – dlaczego się kiedyś mówiło, że dzieci znajduje się w kapuście!

Agnieszka Abémonti-Świrniak

Publicité

Marta i kieszonka na dzidzie

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article
M
Po sądzie ostatecznym będziemy żyli z ciałami na Ziemi, nie w niebie. Obecnie w niebie przebywają z ciałami Jezus i Maryja. "Do przyrody" wracają nasze ciała, nie dusze. "Odlatujące dusze" widziała na przykład święta siostra Faustyna, co można przeczytać w jej "Dzienniczku". Nasze ciała "odżyją" - zostaną wskrzeszone, w czasie Paruzji.
Répondre
J
Oczywiście, że nie bagatelizujesz poronienia. Taka jest prawda. A to, że kobieta już kocha własne dziecko (nadaje mu imię, planuje przyszłość, tęskni) to naturalne, powiem więcej często kocha je jeszcze przed poczęciem. Każde poronienie jest rodzinnym dramatem. Gdyby zamiast szpitalnych kapelanów zatrudniano psychologów byłoby znacznie łatwiej uporać się z tym bólem. A tak kobiety nie mają znikąd pomocy, traktowane w szpitalu "per-noga" przysłuchują się jedynie walce politycznej i mowie-trawie o ochronie nienarodzonych. Też wiem, o czym mówię.
Répondre
J
Też o tym pisałam w FiM :)
A
Dizeki, Justyno. O braku wsparcia dla kobiet po poronieniu i z problemami z poczeciem (kapelani, psychologowie) pisalam w "Faktach i Mitach" gdzies na poczatku 2012. Jak odnajde ten artykul, to go wkleje.
T
No jednak dla większości kobiet, które poronią to jednak strata dziecka a nie komórki... a roni się na różnych etapach. Np poronienie w 4 miesiącu- dziecka uratować się nie da, a komórką na pewno nie jest...
Répondre
A
Witam :-) Nigdzie nie jest powiedziane, ze wyzsza ciaza to tylko komorki. Z lektury tekstu wynika, ze mama Marty stracila poczatkujaca ciaze (co nie znaczy, ze nie jest to bolesne i to w tekscie widac). Obie wspominaja jednak smierc juz prawdziwego dziecka, Marta pyta wszak:<br /> &quot;- A… kieszonka może się urwać, jak już jest prawdziwa dzidzia w środku? – drążyła Marta.<br /> - Może – westchnęła mama.<br /> - I co wtedy?<br /> - Coraz częściej lekarzom udaje się uratować takie dzieciątko.<br /> - A jeśli nie? – nie ustępowała Marta&quot;<br /> I wtedy mama wyjasnia jej zycie i smierc. Bo celem opowiadania nie bylo wyjasnienie tego, co czuje czlowiek po poronieniu i dawanie wskazowek, jak sobie z tym radzic, lecz opowiedziec o cyklu narodziny-smierc z pominieciem nieba.<br /> Inna rzecz, ze w tekscie widac wyraznie, jak bardzo strata jest bolesna, mama jest smutna, w szpitalu byla na lekach na uspokojenie (nie bardzo chcialam uzywac slowa antydepresyjnych i wprowadzac takich pojec dziecku), tata tez jest wyraznie w zlym nastroju.<br /> Jeszcze raz podkresle - nie bagatelizuje tu sprawy poronienia, a tekst ma mowic o ateistycznym spojrzeniu na cykl narodzin i umierania.<br /> Aha, i, dodam, wiem, o czym mowie.
M
Kurcze, dobre wyjasnienie, jeszcze takiego nie czytalam, caly urok w jego prostocie i... prawdzie biologicznej :-) Dzieki !
Répondre
A
Dzieki za komplement, staralam sie ! ;-)