Rodzicielska Biblioteczka Laicka
3 Juin 2015
Już jutro Boże Ciało. Kto z nas, dziewczynek, nie sypał kiedys kwiatków? Dopiero teraz, po wielu latach uderzył mnie absurd, a nawet szkodliwosć tego gestu. Bo jednak trzeba móc popatrzeć na swiat z innej perspektywy, jakby z zewnątrz, żeby zobaczyć to, co postronnemu odbiorcy od razu wydaje się dziwne, a dla nas, przez cały ten czas zdawało się niewinne.
Samo masowe (pomyslcie, ile jest procesji w każdym większym miescie!) zrywanie płatków jest, bez wątpienia, gestem dewastacji przyrody.A już sypanie ich, żeby zdeptał je potem gruby facet w sutannie z kawałkiem złota w ręku i cały tłum, który podąża za nim, jak zahipnotyzowany postrzegam obecnie jako absurdalne. I, powtórzę nieekologiczne...
Do tego, w dzisiejszej Marci spotkacie drugi wątek - Marta, stwierdziwszy, iż ludzie robią krzywdę planecie i sobie, urządzając Boże Ciało, wymysla alternatywne swięto : "Ludzkie Ciało". Jest małą humanistyczną ateistką i jej mysl (całkiem prawidłowo, jak mi się zdaje) podąża do tego, co najbliższe i najważniejsze - godnego własnego życia.
W tym roku jest już oczywiscie za późno, ale obiecuję, że w czerwcu następnego roku dołążę starań, aby Ludzkie Ciało zaistniało naprawdę. Conajmniej interentowo. Będzie to wybrany dzień czerwca, w którym dzieci będa mogły swiętować (mam nadzię, iż z czasem zupełnie realnie) swoje ciało, dowiedzieć się o nim ciekawych rzeczy (ewolucja, funkcjonowanie, seksualnosć, działanie mózgu itd.), wydrukować kolorową ulotkę o nim,itd. Zachęcam Rodziców do tworzenia go wraz ze mną, a mojej Córce dziękuję za pomysł!!!
A teraz "Marta i ciało". Komu się sodoba, przypominam, że go 07.06 można oddawać głos na niżej podpisaną w konkursie o Krysztalowy Swiecznik. DZIĘKUJĘ!
http://www.wandanowicka.eu/component/content/article.html?id=1196
Marta i ciało
Na Martę czekał przed sklepem Tadek z oboma ojcami, wszyscy trzej zapatrzeni w wystawę cukierni. Wujek Adam i wujek Marek, kompletnie zajęci rozmową na temat: „który tort jest lepszy na Dzień Dziecka” nie zwrócili uwagi na pojawienie się bratanicy z mamą.
- Mamusiu, mogę iść kupić sobie bułkę serową? – Poprosiła Marta.
- Ja też! – Wyrwało się Tadkowi, zamiast „dzień dobry”.
- Dobrze, mój ty wspaniale wychowany synu – westchnął żartobliwie wujek Marek – ale najpierw przywitaj się z ciocią.
Po wymianie całusów i drobnych na bułki, mama wkroczyła ze szwagrami do cukierni, a dzieci do piekarni. Kiedy po kilku minutach wychodzili z niej z zębami zatopionymi w serowe grahamki, Tadek nagle rozdziawił buzię… Pociągnął kuzynkę za rękaw.
- Marta…, co one robią?!- zagapił się w rząd krzaków różanych, na skwerku naprzeciw sklepów.
- Lisów tu nie ma, ale zamknij dzioba – szkoda bułki serowej.-Zażartowała Marta.
- Ale, co one tam robią?! – Tadek nadal nie mógł wyjść z szoku i wskazywał palcem spory tłumek dziewcząt, raźno rwących płatki róż na skwerku.
-Zrywają płatki.
- No też widzę! – Irytował się kuzyn. – Ale po co? Czemu niszczą przyrodę?! Przecież te róże są takie śliczne! Kolorowe!
- Nie widziałeś nigdy procesji Bożego Ciała?
- Nie widział – odpowiedział za niego wujek Adam, wychodzący z ciastem z cukierni. – Jak wiesz, jest w Polsce od trzech lat. W tamtym roku zabraliśmy go akurat wtedy do Anglii, bo miałem tam wykłady, a dwa lata temu sam nie pamiętam. Coś nam umknęło.
- Co to jest Boże Ciało i dlaczego potrzebne są do tego płatki kwiatów?
- To jest taka procesja, religijna i dziewczynki w białych sukienkach sypią kwiatki przed księdzem, który coś tam niesie.
- Przed księdzem? Kwiatki? I on je depcze?!
Marta pomyślała, że gdyby Tadek był biały, to widać by było, że zbladł z oburzenia.
- Faktycznie, jak tak popatrzeć na to z zewnątrz, to jest to nie tylko absurdalne i ale i brutalne. Dla przyrody. – Zamyśliła się mama.
- Z zewnątrz czego? – zdziwił się Tadek.
- Z zewnątrz w sensie, że wyrośliśmy w tej tradycji i nas już nie dziwi.
- Ja tam nie wyrosłem – mruknął wujek Marek. – I mnie też wkurza. Wiecie, że we Francji sypało się kiedyś farbowane trociny czyli ścinki drzewa?
- No, to faktycznie, przynajmniej bardziej ekologicznie.
- Też nie do końca – ciągnął wujek Marek. – Trociny można wykorzystać jako nawóz organiczny, albo spala się je, w celu wytwarzania energii, żeby nie zanieczyszczać spalaniem węgla lubi nie tracić drewna.
- Ależ ty wiesz dużo rzeczy, wujku! – zdziwiła się Marta.
- Widzisz – odparł wujek – w Afryce ludzie radzą sobie często jak mogą, wiele osób używa jeszcze wyłącznie tradycyjnych metod uprawiania pola czy ogrzewania domów. Inni z kolei starają się propagować ekologiczny tryb życia, żeby nie zanieczyszczać tego kontynentu, który zbyt biedny jest, żeby później ponosić tego konsekwencje.
- Uau, jak to mądrze brzmi – dziwowała się nadal Marta.
- Ale przecież w Polsce tak samo nie powinno się zrywać płatków kwiatów – drążył Tadek. - Jeszcze na dodatek po to, żeby ludzie po nich deptali!
- I to w czasie procesji religijnej – parsknął na boku wujek Adam.
- No cóż, im ta religia wydaje się ważniejsza od wszystkiego innego – wtrąciła się mama.
- Tak, tylko, że religia im Ziemi nie odtworzy, jak ją całą zniszczą.
- Ludzie niszczą ją nie tylko z powodów religijnych, oczywiście. – Znów zaczął tłumaczyć wujek Marek. – Jednak po pierwsze, żaden wymyślony bóg nie powinien mieć dla ludzi większej wartości niż ich planeta, dzięki której żyją realnie. Po drugie, zamiast zabierać dzieciom w szkole czas lekcjami oddawania czci bogu na procesjach, lepiej by je uczyć szacunku do przyrody. Bo bez niej zginiemy wszyscy z kretesem, a bez boga jakoś damy sobie radę. Nie przyjdzie on zresztą zasadzić nam nowych róż, czy odessać ropę z oceanów.
- A jak to się dzieje, że jest ropa w oceanie? – dociekała Marta.
- Wylewa się ze statków – odparł wujek – które przewożą ją, żeby została przerobiona na przykład na benzynę, paliwo samolotowe i inne rzeczy.
- To benzyna też zanieczyszcza ? – spytał Tadek.
- Na pewno – odparła z przekonaniem Marta – nie wiesz, jak strasznie śmierdzi?
- Zanieczyszczają głównie spaliny, które wydobywają się z samochodu.
- A jak zanieczyszczają ?
- Powietrze jest śmierdzące i pełne ołowiu, ołów dostaje się do płuc i ludzie zapadają na różne choroby. Poza tym spaliny robią także dziurę w atmosferze, czyli w warstwie specjalnych gazów nad ziemią, przez którą docierają potem do ludzi szkodliwe promienie słoneczne.
- Słońce może być szkodliwe? – zdziwił się Tadek.
- Tak, przyroda urządziła to tak, że atmosfera filtruje, czyli zatrzymuje te złe promienie, a dopuszcza głównie dobre. Niestety przez dziury dostają się także te, które niszczą nam skórę i podwyższają temperaturę planety. Dlatego na przykład lepiej spalać trociny niż węgiel, bo one nie powodują tych dziur.
- Ale to chyba nic złego, że na Ziemi będzie cieplej, nie?
- Owszem Tadku, coś złego. Albowiem rośliny i zwierzęta mogłyby podwyższenia temperatury nie znieść. I z czasem wyginąć.
- Że nie wspomnę o ludziach – dodała mama Marty. – Widzisz, dziś jest bardzo ciepło i już jest wam za gorąco, popijacie ciągle wodę, a i wody na Ziemi brakuje w wielu krajach.
- Dlatego człowiek powinien szanować przyrodę. Po prostu choćby po to, aby nie zniszczyć swojego ciała, samego siebie!
- To fakt – odezwali się chórem Marta i Tadek.
- A co mają płatki róż do ciała człowieka?
- Człowiek nie może żyć bez roślin. To one pochłaniają szkodliwy dwutlenek węgla, który wydychamy i dostarczają tlenu.
- To przecież zielone rośliny tak robią – Tadek popisał się wiedzą z zakresu środowiska
- A róże nie są zielone? A łodyżki, a liście? – Podpowiadała mama.
- To, że płatki nie są zielone, nie znaczy, że są bezużyteczne! – Tłumaczył dalej wujek. – Chronią środek kwiatu, który zawiera nasionka, z których później wyrosną nowe róże. I chronią pszczółki, które przylatują do kwiatów.
- Czyli bez płatków, mogłyby nie wyrosnąć nowe kwiaty i ich liście nie dałyby nam tlenu, tak? – Podsumowała Marta, w potrzebie skrócenia trochę wiadomości ekologicznych.
– A potem nie mielibyśmy czym oddychać, więc nasze ciało by na tym ucierpiało. – Dokończył za nią Tadek.
- Tak… - zamyśliła się Marta, patrząc coraz bardziej krytycznym okiem na jej rówieśnice, radośnie ogałacające róże z kolorowych płatków. – To ja mam pomysł! – Wzrok nagle jej się rozjaśnił. – Powinno istnieć święto „Ludzkiego Ciała”.
Na zdziwione spojrzenia rodziny, dodała:
- No tak, jak jest Boże Ciało, to zróbmy „Ludzkie Ciało”. Wyjaśnimy wszystkim…
- Już wiem! – Wtrącił się Tadek odkrywczo . – Wyjaśnimy skąd się wzięło ciało człowieka i…
- Jak działa i… – przerwała mu dla odmiany rozgorączkowana Marta.
- I że trzeba szanować przyrodę, żeby było zdrowe! – Tadek nie pozwolił kuzynce dokończyć.
- Tak właśnie – odezwała się Marta nawet bez pretensji, że jej przerywa - właśnie to miałam zamiar powiedzieć.
- Procesje też macie zamiar urządzić? – śmiał się wujek Adam.
- Tak – odparła Marta z ogromną powagą – do jakiegoś ogrodu, tylko zamiast sypać płatki róż, będziemy te róże sadzić!
- Nasze dzieci są bardzo twórcze – zaśmiała się mama.
- Tak bardzo, że zapomnieli zjeść bułek – skwitował wujek.
- Nie szkodzi, mamy tort.
- Na święto „Ciała Ludzkiego”? – chichotała mama – Bo zdaje się, że tak się przejęli ekologią i swoimi organizmami, że zapomnieli już o Dniu Dziecka!
Agnieszka Abémonti-Świrniak