Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Marta i Ramadan

Zupełnie dla mnie niespodziewanie dostałam na Face Booku kartkę.Na kartce napisane jest "Eid Mubarak" i jest to pierwsza w życiu kartka, jaką dostałam z okazji niekatolickiego swięta! :-) Nawet na dni ateizmu nikt mi kartki nie przysłał ;-) Dlatego, choć z islamem mam tyle wspólnego, że mam koleżanki muzułmanki (jedną bardzo dobrą, a bardzo "zakrytą"), albo cos o tej religii pisuję. Zdarzało mi się za to jeść już ciastka z okazji Id Al Fitr - święta zakończenia Ramadanu, czy to w Paryżu, czy na małej francuskiej wysepce Reunion, gdzie mieszanka kulturowo-religijna jest tak przyjazna, że sąsiedzi moich teściów przynoszą im regularnie swoje arabskie wypieki z okazji różnych uroczystości.

Kartka, którą dostałam, tyczyła się swięta Kurban Bajram - swięta ofiarowania, upamiętniającego Abrahama, który chciał Bogu (na jego rozkaz) złożyć w ofierze swego syna, Bóg jednak powstrzymał go i dał mu barana na ofiarę, skąd nazwa tej uroczystosci, z którą spotykam się we Francji "Swięto barana". Do wglądu w kalendarzu Marty tutaj http://robila.overblog.com/2014/01/kalendarz-marty.html

Gorąco dziękuję Czytelnikom, związanym z religią muzułmańską za pamięć i wklejam Wam, publikowaną już w "Faktach i Mitach" "Martę i Ramadan" :-)


Marta i Ramadan

Dzień był gorący i Marta z przyjemnością powitała wieczorny chłodek. Razem z Tadkiem usiedli pod kawiarnianym parasolem i zamówili zimne soki. Marta wygrzebała z torebki paczkę żelków i wpakowała sobie do buzi trzy na raz.
- Martaaaa, – mruknął Tadek zdegustowany – jak małe dziecko.
- Ale ja nigdy przedtem nie jadłam mangowych żelków – usprawiedliwiała się Marta, starannie chowając resztę przywiezionej z wakacji w Afryce paczki.
W tym momencie mama podniosła się z radością na widok podchodzącego do ogródka młodego mężczyzny z chłopcem.
- Khaled! – Zawołała uśmiechnięta – kopę lat! Dzieciaki, to jest Khaled, razem studiowaliśmy, a potem wrócił do siebie, do Tunezji.
- A to jest Bilel, mój syn – wskazała na niego Khaled – ma osiem lat i mówi dobrze po polsku, bo jego mama jest Polką, więc się dogadacie.
Bilel usiadł koło Tadka i od razu zapytał go skąd pochodzi. Ten zajął się wyjaśnianiem swoich korzeni, gdy mama zapytała:
- Bilel, czego się napijesz? A Ty, Khaled?
Bilel poprosił o sok ananasowy, a Khaled spojrzał w niebo.
- Jeszcze nie teraz – odpowiedział.
- No to sok ananasowy na razie tylko – zwróciła się mama do kelnera, który dziwnie popatrzył na Khaleda.
- Twojemu tacie nie chce się pić w taki upał? – Zdziwił się Tadek.
- Pewnie chce, ale jest Ramadan – poinformował Bilel – święty miesiąc muzułmanów, od wschodu do zachodu słońca nie można jeść ani pić.
- Że co?! – wypaliła Marta, której szklanka świeciła już pustym dnem. – To co? Ze świętego pragnienia macie poumierać? Co to za obyczaj? – Marcie nie mieściło się w głowie, że można komuś i to w środku lata zakazać jeść i pić!
Khaled roześmiał się.
- Ramadan nie zawsze przypada upalnym latem, co roku przesuwa się, bo kalendarz muzułmański jest księżycowy. Post ma być nie tyle umartwieniem, co czasem na refleksję, staramy się skupić na duchowości, zamiast na ciele, modlimy się wtedy więcej i rozmyślamy nad naszymi uczynkami. No i, jak widzisz, nie dotyczy on dzieci, które rosną i potrzebują posiłków, aby…
- Mama! – Wykrzyknął nagle Bilel podbiegając do wysokiej kobiety w chustce na głowie. Pani przygarnęła go do swojego okrągłego brzucha w wysokiej ciąży i uśmiechnęła się.
- Magda, moja żona – przedstawił Khaled – Agnieszka, koleżanka ze studiów oraz Marta, jej córeczka i Tadek, bratanek jej męża.
Panie i Marta natychmiast pogrążyły się w rozmowie o bursztynowej biżuterii, której Magda miała całe mnóstwo na palcach, a Khaled i chłopcy wymyślili jakąś grę na kawiarnianej serwetce.
Po kilku chwilach Marta nie wytrzymała…
- Pani Magdo… mogę o coś zapytać?
- Jasne – uśmiechnęła się Magda, zamawiając sok pomarańczowy.
- Ta pani chustka to nie od słońca, prawda?
- Wiedziałam, że o to zapytasz – roześmiała się. – Nie, nie od słońca. To taki muzułmański obyczaj. Widzisz, gdy poznałam Khaleda, zainteresowałam się jego religią, a gdy już postanowiliśmy się pobrać, okazało się, że powinnam ją przyjąć, żeby móc za niego wyjść i żeby było zgodnie z obyczajami jego kraju, kultury, religii. Stałam się muzułmanką, więc respektuję ich tradycję i zakrywam włosy, noszę długie ubrania.
Marta pomyślała, że chyba nigdy nie widziała mamy w tak długiej spódnicy, a już w ogóle nie wyobraża jej sobie w takiej „szacie” (to było jedyne słowo, jakie przyszło jej do głowy, żeby określić jasnoniebieski strój Magdy, zakrywający ją od stóp do głów).
- No a… jedzenie i picie? – Spytała podejrzliwie Marta. – Pan Khaled powiedział, że nie wolno wam teraz jeść i pić.
- Ale ja jestem, jak widzisz, w ciąży – tłumaczyła polska muzułmanka – nie mogłabym nie jeść i nie pić, bo byłoby to szkodliwe dla mojej córeczki i dla mnie. A tak w ogóle, słońce już zaszło…
Kiedy tylko zobaczyli kelnera na horyzoncie, mama zamówiła zimne piwo, Magda i dzieci soki a Khaled coca colę.
- No, no – uśmiechnęła się mama pod nosem – gdzie się podziały nasze imprezy z czasów uniwerku?
- Przecież wiesz, że muzułmanom nie wolno pić alkoholu – odpowiedział Khaled. – Z wiekiem coraz bardziej przestrzega się religijnych nakazów.
- Ja mam akurat na odwrót – zaśmiała się mama.
- Są dzieci do wychowania…
- A jak twoje dzieci nie będą chciały być religijne?
„Co będzie, jak ta córeczka nie będzie chciała nosić chustki?” zastanawiała się Marta, ale nie śmiała wtrącić się do rozmowy dorosłych.
- A jeśli twoja córka nie zechce zakryć głowy? – Mama najwyraźniej czytała w myślach Marty.
- Nie możemy jej tego narzucić, ale spróbujemy wychować tak, żeby miała na to ochotę. Ty też posyłasz pewnie swoją do komunii, a nie wiesz, co będzie dalej.
Mama pokręciła przecząco głową, popijając piwo przez słomkę.
- Nie chrzciliśmy i nie posyłamy Marty do komunii, nie pytaj nawet, czy pościmy w Wielki Post i czy nie jemy mięsa w piątek, bo odpowiedź brzmi – nie, nie jesteśmy wierzący, w związku z czym nie kultywujemy katolickich obyczajów, pomimo tego, jak nas wychowano, czy tego, jak się w tym kraju z reguły postępuje.
- A dlaczego w piątek nie można jeść mięsa? – Kolej zadawania pytań padła na Bilela.
- Katolicy nie jedzą mięsa w piątek– odpowiedziała Magda – bo umartwiają się, aby upamiętnić śmierć syna bożego Jezusa Chrystusa. Wielki Post, to trochę jak Ramadan, odmawiają sobie jedzenia niektórych rzeczy, najczęściej mięsa czy słodyczy.
Na te słowa Marta ocknęła się i znów wygrzebała żelki.
- Chcecie? – Poczęstowała chłopców.
- Mamusiu… - Bilel z niepewną miną spojrzał na Magdę – czy w nich jest żelatyna?
- Co to jest żelatyna? – zapytała Marta.
- To taki utwardzacz do żywności, kochanie, stąd nazwa „żelki”. Żelatynę robi się z mięsa wieprzowego…
- A no tak! – Pacnął się Tadek w czoło, przerywając cioci – Oni nie jedzą wieprzowiny – przypomniało mu się – widziałem to już kiedyś w Afryce. Tacy sąsiedzi babci i dziadka są muzułmanami i mówią, że wieprzowina nie jest „halal” i nie wolno jej jeść.
- Owszem - uśmiechnął się Khaled, lekko pod wrażeniem wiedzy Tadka. – Nasza żywność musi być „halal” czyli dozwolona. Wieprzowina i jej pochodne, tak jak żelatyna, tak jak i u żydów nie jest dozwolona. Podobnie alkohol. Mamy też inne tradycje, których nie znacie – kobiety często zakrywają głowy i ubierają się skromnie, czyli w suknie do kostek z długimi rękawami, chodzimy do meczetu, modlimy się pięć razy dziennie, jeździmy na pielgrzymki do Mekki.
- Pielgrzymki są bez sensu – mruknęła pod nosem Marta, ale bardzo cichutko, żeby nie obrazić Khaleda i jego rodziny. Miała jeszcze w pamięci tłumaczenie mamy z zeszłego roku, że są męczące i niczemu nie służą.
- To co robicie fajnego? – Zapytała. – Macie na pewno jakieś święta…
- No pewnie. I wiesz co? Mam pomysł – uśmiechnęła się Magda, poprawiając fałdy hidżabu. Może chcielibyście przyjść do nas na święto zakończenia Ramadanu za pięć dni? Nazwya się Id Al Fitr To trochę jak Boże Narodzenie, zbieramy się całymi rodzinami, jemy wystawny posiłek, cieszymy się obecnością bliskich, a nawet… robimy dzieciom prezenty – mrugnęła znacząco.
- Ponieważ nie mamy tu rodziny, będzie nam bardzo miło spędzić je z waszą – dodał z uśmiechem Khaled.
- Jasne – przyjęła mama zaproszenie – jeśli tylko nie przeszkadza wam, że jesteśmy niewierzący, z ogromną przyjemnością, dowiemy się czegoś nowego, poświętujemy z wami i będziemy się cieszyć waszą radością!

Agnieszka Abémonti-Świrniak



Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article