Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Marta i lekcja religii

Marta i lekcja religii

Do czytania w ten ostatni weekend wakacji oraz (może jeszcze bardziej) w nowym roku szkolnym, bo opowiastka jak najbardziej szkolna. Do czytania dzieciom, ale także (może jeszcze bardziej bis) rodzicom.


Z dedykacją dla wszystkich polskich Rodziców, borykających się z wyborem „posłać czy nie posłać na religię” oraz przechodzących katusze nacisków i tłumaczeń, dlaczego nie.

Z dedykacją dla wszystkich polskich Dzieci, stykających się z nieprzyjemnościami ze strony szkoły i rówieśników z powodu niechodzenia na religię.


Do poczytania i do ściągnięcia, jak zawsze :-) Miłej lektury. A może podrzucicie kolegom i koleżankom w szkole?


Marta i lekcja religii
Mama wdrapała się na drugie piętro, zdjęła rękawiczki i spojrzała na zegarek. Przyszła na czas. Hałas szkolnego urządzenia, zwanego dzwonkiem, które, jak mawia babcia, „umarłego by obudził”, zwiastować miał wybiegnięcie Marty z lekcji angielskiego.


Nic się jednak nie wydarzyło. Cisza. Cisza przedłużająca się podejrzanie. Nikt nie wyszedł na pusty korytarz. O tej godzinie faktycznie nie ma już wielu zajęć, ale… Mama przystawiła ucho do drzwi - w sali nie ma nikogo! Już miała zbiec po schodach, gdy znalazła się u ich szczytu nos w nos z panią dyrektor szkoły.


- Proszę się nie martwić – powiedziała do mamy – pani od angielskiego się rozchorowała. Inne dzieci są na świetlicy, Marta z resztą swojej klasy została wysłana na lekcję religii.


Po tych słowach znów zalega cisza. Jeszcze gorsza niż po dzwonku. Widząc minę mamy, pani dyrektor milknie. Zanim jednak zdążyły podjąć rozmowę, po schodach wbiegła Marta, padając w objęcia mamy. Pani dyrektor, uznawszy sprawę za zakończoną, już, już miała postawić stopę w błyszczącym kozaku na pierwszym schodku, gdy…


- Chyba musimy sobie coś wyjaśnić – mówi zimno mama.
- Taaak? Słucham… - niepewnie odpowiada szefowa szkoły.
- Ojciec Marty i ja wyraźnie powiedzieliśmy, że nasze dziecko nie będzie uczęszczało na lekcje religii. Nie podoba mi się, że już po raz trzeci się na niej znalazła.
- To dlatego, że nie było angielskiego, a jej klasa, jeszcze była obecna w szkole.
- Inne dzieci wysłała pani na świetlicę, Marta mogła do nich dołączyć.


Marta nadstawia uszu. Wygląda na to, że mama pokłóci się zaraz z panią dyrektor! Jej głos jest twardy jak kamień i tnie jak najostrzejszy nóż w kuchni.


- Nic się nie stało – bąknęła niepewnie dyrektor – w końcu to taka sama lekcja, jak każda inna.
- Nie, nie taka sama. – Oczy mamy robią się nagle większe i granatowe. Marta widzi, że nie ma żartów. – Różnica polega na tym, że inne lekcje są przedmiotami, przedstawiającymi dzieciom naukowo sprawdzone prawdy. Religia nie jest naukowo sprawdzoną prawdą. Religia to osobiste przekonanie niektórych ludzi, którego nie można nikomu narzucać.


Marta coraz bardziej podziwia mamę. Mówi krótko i zwięźle. Na temat. Jest stanowcza. Tak samo stanowcza, jak wtedy, gdy zabrania Marcie wchodzenia na taboret przy oknie.


- Wprowadza jednak do życia człowieka pewne uniwersalne wartości! – Ton pani dyrektor też staje się nagle nieustępliwy, a jej usta zaciskają się.
- Gdyby te wartości były uniwersalne, nie istniałoby tyle różnych religii na tym świecie. – Odpowiada mama rzeczowo. Jej głos nawet nie drży. Bierze Martę za rękę i mówi dalej. – Moja rodzina i ja jesteśmy ateistami i mamy inną wizję pewnych podstawowych spraw i wartości. Na przykład powstanie świata i człowieka, zachodzenie w ciążę, tak zwane „grzechy”, itd. Dlatego nie życzymy sobie, aby, choćby przez przypadek, nasza córka znalazła się na zajęciach, wmawiających jej coś, co uważamy za błędne.


Marta jest teraz pełna uwielbienia dla Mamy. Nie boi się mówić, co myśli! „Jak będę duża, też nie dam się nikomu zagadać!” – postanawia w myślach i od razu groźnie marszczy brwi i prostuje się dumnie.


- Że nie wspomnę o stawianiu ocen z religijności – stanowczo dorzuca mama. – Chciałaby pani dostawać jedynki za niechodzenie do meczetu, skoro jest pani katoliczką? Właśnie dlatego, Marta nie będzie nigdy chodziła na religię.
- Zakończmy już tę rozmowę – stwierdza, w obliczu braku argumentów rozmówczyni. – Mam tylko nadzieję, że prawo mojego dziecka do nieuczestniczenia w fakultatywnych zajęciach, które jej nie dotyczą, będzie respektowane. Do widzenia.


Mama z Martą schodzą po schodach. Zupełnie spokojnie, choć po uścisku dłoni Marta czuje, że mama jest rozdrażniona, może nawet zdenerwowana.


- To znaczy, że już mnie nie wyślą na tę religię? - upewnia się Marta.
- Mam nadzieję – mruczy mama.
- Bo oni nie są fajni, wiesz… Ci z mojej klasy… Powiedzieli o mnie, że jestem chora, czy coś takiego… bo nie chodzę na religię.
- Chora?! – mama aż przystaje z oburzenia.
- Chora… tyczka, czy jakoś tak… - Marta bliska jest płaczu. – Tak mają ci, co nie wierzą w boga…

- Ach, he-re-ty-czka – podpowiada mama. – Bardzo mi przykro, kochanie, że tak Cię nazwali. To niekulturalne z ich strony i musiałaś czuć się okropnie! – Zatrzymują się na placu zabaw przed szkołą. - To niemiłe słowo i na dodatek błędnie użyte. „Heretykiem” nazywają ludzie pogardliwie osobę, wyznającą inną niż oni wiarę. My nie jesteśmy wyznawcami żadnej wiary. To się nazywa „być niewierzącym” lub „ateistą”.
- I dlatego nie chodzę na religię?


- Dokladnie. Na religii uczy się wiary w boga i postępowania, opisanego w religijnych księgach. My ateiści nie wierzymy z boga. I nie potrzebujemy „świętych” ksiąg, żeby wiedzieć, co jest dobre, a co złe. Wystarczy nam do tego nasza ludzka wrażliwość.
- No właśnie, wiem przecież, że trzeba pomagać rodzicom, szanować dzieci tak samo jak dorosłych, ustępować miejsca starszym – odgina Marta zmarznięte palce, wyliczając – dbać o swoje ciało i umysł, dużo czytać i jeździć na rowerze… No, może na sankach teraz – dorzuca, po sekundzie namysłu.
- Coś mi to przypomina – drapie się mama po czapce, pytająco patrząc na córeczkę.
- No a co? Mój zeszyt do etyki! – odpowiada Marta tonem pełnym oczywistości. – No dobra mów dalej, żebym wiedziała, co powiedzieć Hani, jak znów się przyczepi, że nie chodzę na religię.


- My ateiści nie potrzebujemy „świętych” ksiąg, ani mitów, bo wierzymy w naukowe wyjaśnienia przyrody. Czy myślisz, że na chmurce siedzi brodaty staruszek i zsypuje na Ciebie te wszystkie płatki śniegu? – śmieje się mama, patrząc na wirującą radośnie w kurzawie śniegu córeczkę.
- Nie, chyba musiałby mieć miliony rąk, żeby tyle płatków zrzucić – odpowiada Marta, próbując złowić śnieg na język.


- Wiesz, trzeba być bardzo dzielnym, żeby być ateistą – ciągnie mama poważnie. – O ileż łatwiej jest wytłumaczyć skomplikowaną przyrodę i ludzkie smutki wolą jakiegoś boga, niż użyć swojego mózgu. Że niby to on stworzył Ziemię, człowieka i zwierzęta.
- Chyba by bu to drochę czaszu żajęło – mruczy Marta, połykając śnieg – widżałasz ile ptaków tu lata ?


- Myślisz bardzo logicznie – mówi mama zadzierając głowę, żeby popatrzeć na wrony. - Wierzący wolą też powiedzieć, że zdarzyło się coś złego, bo tak chciał bóg. To im ułatwia sprawę, bo bardzo trudno jest czuć się odpowiedzialnym za swoje postępowanie, za wypadek samochodowy, za złe oceny w szkole. Wyobrażasz sobie, że bóg chciałby, żebyś miała złe oceny?


- Czy ty mnie słuchasz ? – przerywa mama w braku odpowiedzi. Jedno spojrzenie na Martę, która straciła równowagę i leży jak długa na śniegu i mama uśmiecha się czule.
- Tak jest – odpowiada Marta, rozcierając to i owo w tylnej stronie ciała. – Trzeba być dzielnym ateistą, żeby wiedzieć, że bóg nie posypuje mnie śniegiem i żeby czuć się odpowiedzialnym za upadek na pupę, jak się za dużo kręciło.

- Taaak – mama kiwa głową z uśmiechem – można by to tak skrótowo ująć.

Agnieszka Abémonti-Świrniak

A.Abémonti-Swirniak "Marta i lekcja religii"

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article
P
Każdy człowiek ma prawo aby wierzyć w co chce .Szacunek i postawa dialogu są najlepsze .
Répondre
M
Ma prawo wierzyć w co chce, ale nie ma prawa narzucać tej wiary innym. Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna moja.
M
Modle sie za Was Kochani bo jestescie zaslepieni i nie macie pojecia w co sie pakujecie. A to zycie skonczy sie szybciej niz nam sie wydaje....co wtedy? Czy nie fajniej zyc z wizja wiecznosci:-) Wasze dzieci moga miec problemy egzystencjalne bo co to za koniec dla czlowieka - czesc drzewa, kapusta i tym podobne....mozna sie zalamac. Mam nadzieje ze Pani Agnieszka nie usunie mojego komentarza. Pragne ostrzec wszystkich czytajacych te brednie apostatow - autorka uderza w najodpowiedniejsze punkty intelektu kazdego z Was, zna Was na wylot, skad?? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie. Rowniez zaklamani falszywi kaplani, ksieza pedofile itp to ludzie zniewoleni przez Zlego...po co? Zebyscie mysleli ze taki jest kosciol i sie od niego odwrocili! Zeby Was rozgonic i zaatakowac jak bedzieci sami. A kosciol to wspolnota ludzi wierzacych w ktora On posyla co jakis czas swoich najlepszych zolnierzy. Wiara nie jest latwa wbrew pozorom. Ostrzegam tych wszystkich ktorzy choc cien dobrych religijnych wspomnien z dziecinstwa maja. Corce Pani Agnieszki szczerz wspolczuje i czy Pani tego chce czy nie bede sie za nia modlic i za jej rodzicow.
Répondre
M
To bardzo ciekawe co pisze pani Monika. Tylko proszę jeszcze sprecyzować kto będzie rozganiał i atakował apostatów?
M
Jakoś nigdzie nie widzę tych aniołów. Na pewno nie przy dzieciach wyrzuconych na śmietnik, gwałconych przez księży, głodujących... A Agnieszka nie zna mnie na wylot i nie może uderzyć w najodpowiedniejszy punkt mojego intelektu. Ale jak widać uderza w wasze czułę punkty i wie, że ma dużo racji. Wy też to wiecie, dlatego bredzicie o modlitwie za nas, ateistów i takie tam inne brednie. W psychologii nazywa się to wyparciem...
A
Jak na razie prosimy, żeby przestała Pani swoją nienawiścią nam życie zatruwać, bo chyba bardzo trzeba nienawidzić innych ludzi, żeby ich straszyć i nieszanować ich osobowości. Niech się Pani zajmie rodziną o pierwszej w nocy, zamiast nieznanymi Pani ludźmi, bo zaraz my zaczniemy współczuć Pani rodzinie. Proszę zostawić nas i tego bloga w spokoju.
M
Pani Agnieszko kochana....ON to nie Bog tylko szatan! To szatan posyla swoich zolnierzy aby zniszczyc nasze czlowieczenstwo, A Bog posyla nam do opieki Anioly:-) Bog przygotowal wielkie rzeczy tym, ktorzy w niego uwierza.
Przepraszam za ostatnie zdanie, troche niegrzecznie to zabrzmialo, ze wspolczuje corce pani Agnieszki. Ale sluchajcie....nie zdajecie sobie sprawy z tego co robicie. Opamietajcie sie poki nie jest za pozno. Pisze to bo nie chce miec wyrzutow sumienia. natomiast wybor jak najbardziej nalezy do kazdego z Was.
Jeszcze jedno - z artykulow bije wrecz nienawiscia do tych, ktorzy wierza. Ironia, lekkim cynizmem....chcecie zeby takie staly sie w przyszlosci Wasze dzieci? To wlasnie im wpajacie poprzez historyjki o Maecie Nienawisc to przeciwienstwo milosci. Tutaj sie ja niestety wyczuwa.
A
Straszna jest wizja boga, który posyła ŻOŁNIERZY !!! Ja bym się takiego bała, ma zamiar ze mną wlaczyć?
C
„Jak dorośnie, to zdecyduje, czy będzie chodzić do kościoła, czy nie. A na razie zapiszę je na religię, to przecież nic nie zaszkodzi” - taką właśnie iluzją wielu ludzi karmi siebie i swoje otoczenie, a swoim dzieciom niszczy lub okalecza przyszłość. Równie dobrze można dziecko skierować na termin do grabarza, niech popracuje kilkanaście lat łopatą. Przecież wyrobi sobie mięśnie, a te się ponoć przydają. Gdy osiągnie pełnoletność, samo zadecyduje, jaki zawód będzie chciało uprawiać. Może jednak okazać się, że np. droga kariery pianisty jest już dla niego nieodwracalnie zamknięta, bo wyniszczone przez lata palce nigdy nie nabiorą pożądanej zręczności i delikatności.

http://www.czarnymwczarne.pl/index.php/component/k2/item/82-zaklety-krag
Répondre
C
Problem pojawia się w sytuacji, w której masz wątpliwości. Rozważasz nad zagadnieniami wiary oraz nad całą kościelno-marketingową otoczką i dostrzegasz brak spójności pomiędzy tym, co katabasi głoszą, a tym, co robią. Pytasz zatem: jak mogę najważniejszą dla siebie istotę oddać komuś takiemu pod opiekę? Jak mogę pozwolić, by tego typu osoby dokonały całkowitego spustoszenia w umyśle mojego dziecka? Odpowiedź jest oczywista: nie mogę na to pozwolić! Ale, jak zwykle jest jakieś „ale”. Zapewne rówieśnicy odwrócą się od mojego dziecka. Nauczyciele będą traktować go jak kogoś gorszego. Doświadczy ostracyzmu, katolskiej nagonki. Czy mam to zafundować swojemu dziecku?

http://www.czarnymwczarne.pl/index.php/component/k2/item/41-czy-posylac-dziecko-na-religie
Répondre
A
Dziękuję za komplement, ale pochwały, to należą się Pani, Pani Ewo! Jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. Takich ludzi jak Pani trzeba nam, żeby dzieciom było lepiej (i bardziej świecko) w Polsce, żeby uczyć tolerancji, akceptacji i poczucia własnej wartości.
Pani Ewo, bardzo, bardzo proszę o kontakt ze mną na maila agnieszka[małpa]faktyimity.pl lub https://www.facebook.com/agnieszka.abemontiswirniak.7 czekam :-) :-)
E
Mówicie o szkole, a problem zaczyna się w przedszkolu..1 bita godzina tygodniowo w grupie starszaków. W grupie mojej córeczki 4 dzieci nie chodzi na katechezę, nie maja opieki bo panie opiekunki grupy nie przychodzą na zakładkę"", więc dziećmi nie ma kto się zająć ( panie porządkowe, bez uprawnień pedagogicznych, po prostu siedzą z nimi... a dzieci czuja się gorsze..), nie ma nawet sali w której mogłyby się bawić, a jeśli już się jakaś zwolni, to dzieci są poinstruowane, że nie mogą dotykać zabawek, mogą tylko siedzieć bitą godzinę i rysować lub układać puzzle, dotyczy to grupy 5 latków... !!Nadmienię tylko,że po godzinie 15 do tej sali są kierowane wszystkie nie odebrane jeszcze przez rodziców dzieci z przedszkola, ponieważ to sala na parterze, wtedy dzieci bawią się czym tylko chcą.. Trafiło mnie! oj bardzo zabolało! akurat tak się złożyło, że posiadam uprawnienia pedagogiczne, jestem mgr filozofii.. wymyśliłam autorski program zajęć z etyki, złożyłam w urzędzie miasta wraz z podpisami rodziców pozostałej trójki i podaniem o zorganizowanie zajęć z etyki w przedszkolu na zasadzie wolontariatu, bezpłatnie. Akurat przebywam na urlopie macierzyńskim a przedszkole oddalone jest o kilkaset metrów nie mam nic do stracenia. Udało się. Oczywiście pani dyrektor nie była zbyt szczęśliwa, nakazała nawet nie rozpowiadać, że prowadzę takie zajęcia! Chodzę do dzieci czytam bajeczki filozoficzne, a one mają świadomość, że nie są gorsze, wychodzą z zajęć z rysunkami, uśmiechnięte, o szczęściu mojej córki nie muszę nawet wspominać. Poniedziałek to jej ulubiony dzień w tygodniu :)

Dzieci uczęszczające na katechezę, te "tolerancyjne", obeznane z wartościami.., potrafią powiedzieć na przedszkolnym placu zabaw, że ze ślizgawki mogą zjeżdżać tylko te dzieci, które wierzą w boga, a potem dziwią się i skarżą, że moje dziecko nie chce podać ręki podczas drogi na stołówkę...
Długo mogłabym pisać. Dostałam skrzydeł po przeczytaniu Pani opowiadań :) Będę wracać na Pani stronę z ogromną przyjemnością :)
J
Po pierwsze - słowo "Bóg" w sensie, w jakim ty go używasz, piszemy wielką literą - i tu nie mówię o żadnej ideologii, tylko o zwykłych regułach ortograficznych. Po drugie - zdecydowanie trudniej jest pojąć, że Bóg stworzył świat i w Boga wierzyć, niż zaufać zwykłemu racjonalizmowi. Wierzyć w Boga to paradoksalnie zaangażować umysł, bowiem "wiarą ukorzyć trzeba zmysły i rozum swój".Co do zła na świecie - człowiek ma wolną wolę, a zło nie jest przeciwieństwem Boga, tylko jego brakiem.
PS Cierpienie uszlachetnia, poczytaj o Hiobie.
Répondre
A
Twoja odpowiedź jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia w dyskusji, gdyż opiera się na boskich odniśnikach - Hiob (napiszę go z wielkiej litery bo to imię, bóg to funkcja) czy korzenie zmysłów i rozumu są religijną bazą myślenia o świecie, której nie akceptuję (co nie znaczy, że nie akceptuję wierzących, ale oni najwyraźniej nie akceptują mnie) i której się moimi tekstami przeciwstawiam, więc to rozmowa żaby z krokodylem, wybacz.
I
RELIGIA W SZKOLE JEST NIEZGODNA Z KONSTYTUCJĄ

W ostatnich dniach wiele powiedziano o religii w szkole. Warto powtórzyć kilka oczywistych stwierdzeń, których nie zauważają biskupi i przypomnieć im o istnieniu Konstytucji. Nie łudzę się, że biskupi zaczną szanować Konstytucję, traktują Polskę, jak swój folwark, korzystając ze strachu rodaków i stałych banałów o niezwykłym połączeniu losów państwa i Kościoła. Liczę na to, że prawda o bezprawnej obecności religii katolickiej w polskiej szkole dotrze do rodziców i nie zgodzą się oni na uczęszczanie ich dzieci na ten przedmiot.

http://izakrzyczkowska.blogspot.com/2013/09/niekonstytucyjna-szkolna-katecheza.html
Répondre
A
Dzieki w imieniu swoim i czytelnikow, to wiadomosc, ktora powinna pomoc w dopominaniu sie o swoje prawa rodzicom nie-religijnym!
J
Nooooo, czekałam na taką opowieść, W ogóle z zastępstwami jest trudna sprawa. Czasem jest zastępstwo na religii i jest świecka lekcja, o której dziecko nie wie, bo jest w świetlicy, albo odwrotnie - miała być matma a przychodzi ksiądz. Wychodzić? Nie wychodzić? Może będzie matma? Głównie dodawanie, hi, hi. Sytuacja, którą opisałaś jest jak najbardziej możliwa. Jak byś miała jeszcze jakąś radę, jak tu mówić rzeczowo bez najmniejszego zdenerwowania. Podziwiam Mamę Marty, ale to mój niedościgniony ideał. Zawsze się denerwuję w takich sytuacjach. Dlatego wolę pisać skargi. W tym przypadku, jeśli 3-ci raz dziecko było na religii bez mojej zgody napisałabym skargę z prośbą o pisemną odpowiedź. Dyrektorka musiałaby się nagimnastykować, żeby uzasadnić swoją bezmyślność a ja uniknęłabym niepotrzebnych pyskówek. No chyba, że miałabym stalowe nerwy Mamy Marty, ale nie mam. Polecam Ci inne sytuacje z naszego religijno-szkolnego życia. Podsuwam kilka autentycznych historii: Np.: 1. W klasie Pani rozdaje upominki z okazji I komunii a Marcie jest bardzo przykro, bo czuje się jak ukarana, a przecież bardzo dobrze się uczy. 2.Martę ksiądz wypytuje dlaczego nie chodzi na religię a ona nie wie co powiedzieć przy całej klasie, która nadsłuchuje z zainteresowaniem. 3.Marta nie ma co ze sobą zrobić w czasie lekcji religii, bo została bez opieki na korytarzu a dyrektor mówi, że nie ma innej możliwości (biblioteka nieczynna, bo to środa, świetlica też bo przed południem i tak jest przeznaczona dla młodszych I-III). Rozmowę dyrektorki z mamą słyszała (była w sekretariacie obok pokoju nauczycielskiego) jej ukochana Pani z ulubionego przedmiotu (plastyki) i zorganizowała w przyszłym semestrze specjalnie dla niej w porze okienka z religii kółko plastyczne. Być może dzięki temu Marta wygrała ogólnopolski konkurs i sama dyrektor (choć niechętnie) ogłosiła to na apelu, przy okazji rozdawania nagród i dyplomów na koniec roku. Wiele dziewczynek chciało mieć w domu je rysunki. 4. Marta jest na lekcji religii (nie z własnej woli) i widzi te sprzeczności religia - teoria Darwina. Dzieci naprawdę wierzą, że świat powstał w siedem dni. Jej koledzy śmieją się z tych co myślą inaczej. Ona boi się przyznać, że uważa inaczej. To samo życie. Może któraś z historii będzie dla Ciebie natchnieniem. Bardzo lubię Twój styl. Fajnie, że jesteś. pozwolę sobie dołączyć linka do tej historii do kącika moich ulubionych bajek na blogu stop-dyskryminacji.blogsopt.com. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
Répondre
A
Justyno, jak zwykle komentujesz na temat, zabawnie i tworczo :-) Dzieki ! Twoje tematy spia ze mna, znaczy, ja z nimi i mysle intensywnie. Bardzo dziekuje ! Takie sceny i podpowiedzi sa cenne, czekam na nastepne, kto ma ochote, niech podpowiada. :-)
M
super!Prawdziwa i przydatna ta Marta.Kiedy w gazecie?pozdrawiam.Ps.Moja siedmioletnia corka zazadala...Marty kreskowki! ;-)
Répondre
A
Dziekuje Pani Mario. Niestety, nie wiem, kiedy w gazecie :-( Trzeba pytac... w gazecie. W rubryce "Strefa laickiego rodzica" jest mail.
Corce prosze podziekowac za entuzjazm ;-) Jesli znajdzie sie chetny, to ja z przyjemnoscia pozwole Marcie udac sie do telewizji ;-)
M
Nareszcie :-)
Mój syn (9-latek jako jedyny w klasie nie chodzący na religię w szkole, w której jeszcze nie ma etyki) słucha Pani wpisów/opowiadań z zapartym tchem i woła "jeszcze, jeszcze, mamo poczytaj proszę!"
Répondre
M
Adres mailowy przesłałam, pozdrawiam :-)
A
Ojej, nawet Pani nie wie, jak mi przyjemnie ! Dziekuje ! Nawiasem mowiac, nie zamierzalam pisac historyjek tylko wylacznie bilbiotekowo prowadzic bloga. Ale mnie wciagnelo :-)
Czy moze mi Pani podeslac maila do siebie na makdunord@yahoo.fr ? Pozdrawiam !
R
Myślę, że tak świadoma osoba zamiast powiedzieć "Ojciec Marty i ja wyraźnie powiedzieliśmy, że nasze dziecko nie będzie uczęszczało na lekcje religii." stwierdziłaby, że ani ona, ani ojciec Marty nie składali oświadczenia żądającego zoganizowania zajęć z religii, więc Marta nie może na takie zajęcia uczęszczać.
Répondre
A
Dziekuje, to cenna uwaga, zwlaszcza dla tych, ktorzy na zywo wlacza z przymusowym posylaniem na religie. Opisalam Marte, jej rodzine i ich problem w klasycznej polskiej sytuacji. Sadze, ze odpowiedz, "ie składali oświadczenia żądającego zoganizowania zajęć z religii" nie wiele by dala, bo religia w szkole jest i tak i to odgornie, panstwowo. Marta i jej mama musialy sie wiec przystosowac do ram takich, jakie naprawde, realnie w Polsce panuja. No i to jest przede wszystkim historyjka do poczytania dla dzieci i rodzicow, wiec za filozoficznie byc nie moze, musi byc prosto, a konkretnie.