Overblog Tous les blogs Top blogs Littérature, BD & Poésie
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
MENU

Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Publicité

Marta i Sekret Kerimeny

Marta i Sekret Kerimeny

Dla tych, którzy nie mieli dostępu lub przegapili wakacyjny numer 29/2013 „Faktów i Mitów”, który można zakupić tutaj (tam Marta z obrazkami!).

Do sciagniecia na dole w wordzie. Milej lektury !!! :-)


Nie zapominajcie o obrazku imieninowym dla Martusi (zrewanżujemy się ;-) )


Marta i Sekret Kerimeny


- Cześć Mamusiu! – Marta radośnie podskoczyła, wychodząc ze szkoły.
- Witaj skarbie, dobrze się bawiłaś w szkole?
- Świetnie i wiesz, jestem zaproszona!
- Znowu „chrzęst”? – spytała podejrzliwie mama, mając świeżo w pamięci tłumaczenie Marcie, co to jest chrzest i dlaczego kuzyn Maciuś jest chrzczony.
- Nie – pokręciła głową Marta, usiłując zdjąć z pleców tornister, bez zatrzymywania się na środku ulicy – urodziny Kerimeny.
- Taaaa - zastanowiła się mama – a gdzie właściwie Kerimena mieszka? – Wiedziała, że dziewczynka jest nowa w szkole i najwyraźniej była spoza rejonu.
- A tam, na tej ulicy, którą tam widać, a której teraz nie widać – machnęła Marta wściekle różowym kartonikiem zaproszeniowym, który właśnie udało jej się wydobyć spośród zeszytów.
- Taaaa – zamyśliła się znowu mama, powalona precyzją odpowiedzi córki – no to co kupisz na prezent Kerimenie, która mieszka na ulicy, którą tam widać, a teraz nie widać? I dlaczego w ogóle ona ma na imię Kerimena, nie wygląda na Greczynkę? W tym tkwi jakiś wielki sekret… - dorzuciła tajemniczo, jakby sama do siebie.
- Bo ona w ogóle jest taka… inna…
- Dlaczego inna ? – zainteresowała się mama, choć już domyślała się, co zdziwiło jej córkę w osobie koleżanki.
- Bo ona ma dwie mamy – odpowiedziała zgodnie z jej przypuszczeniem Marta.
- No to przecież od tego nie jest dziwna. – Odpowiedziała mama.- Ma dwie głowy, cztery nogi i ogon jej wyrósł z tego powodu?
- No…nie… - trochę niepewnie odpowiedziała Marta, ale od razu zachciało jej się śmiać.
- Jej rodzina jest inna niż twoja, Maciusia, czy na przykład Basi, no ale przecież zobacz, Anię wychowuje tylko mama, Gosia ma ojczyma, a Tymek jest adoptowany, trudno, żeby wszyscy ludzie i wszystkie rodziny były takie same, nie? Znam też dziewczynkę wychowywaną przez babcię i ciocię, bo utraciła na wojnie rodziców. Ta dziewczynka urodziła potem twojego tatę. Widziałam też mnóstwo małych Afrykańczyków, którymi zajmują się do siódmego roku życia tylko kobiety z rodziny: matki, ciotki, babcie, siostry i kuzynki, i to wszystkie na raz.
Marta oniemiała.
- No ale powiedz sama, – drążyła temat- widziałaś już kiedyś dziewczynkę z dwoma mamami?
- Nie – przyznała mama – ale na przykład nie widziałam też nigdy kangura…
- A w zoo? – przerwała jaj Marta
- No dobra, niech będzie, to nie widziałam na przykład nigdy… (tu mama zaczęła się mocno namyślać, bo będąc przez kilka tygodni w Afryce widziała mnóstwo zwierząt, których z reguły ludzie nie widują na co dzień), na przykład nigdy nie widziałam kolibra, co nie znaczy, że jest inny, bo ja go nigdy nie widziałam. Ptak to ptak, skrzydła, dziób i tak dalej. O, i jeszcze nigdy nie widziałam węża.. – rozkręcała się mama– a chciałabym…
- I nie bałabyś się?- przerwała jej córeczka.
- Nie, poza tym dopóki nie spotkałam, to wcale nie wiem, czy jest, czego się bać. W każdym razie, dopóki nie robi się im krzywdy. Jeśli szanuje się ich życie, to nich nam nie zrobią.
Ponieważ stały już pod domem, mama zajęła się wyławianiem kluczy z dna torebki i rozmowa chwilowo ustał.
- Dlaczego ona właściwie ma na imię Kerimena – znowu zastanawiała się mama, biorąc do ręki kopertę z zaproszeniem dla Marty. – Ulica Żabia 4/6, no tak, Żabia to faktycznie ta ulica, którą stąd widać, ale z dołu nie widać… - mruczała do siebie – sobota, godzina piętnasta, kod na bramie 4978, Aldona Singare z żoną. Z żoną?! – omal nie zakrztusiła się mama.
- Kto się ożenił?- zainteresował się wracający akurat z pracy tata.
- Mama Kerimeny – odpowiedziała.
- No to musiała to zrobić w innym kraju – spokojnie dorzucił tata. – U nas jeszcze się nie da. Pokaż – poprosił, podchodząc. – No widzisz, zobacz, jakie ma nazwisko, pewnie ma francuskie obywatelstwo, a tam od tego roku możliwe są śluby jednopłciowe.
- Szczęściary! – westchnęła mama.
- A czemu? – zapytała Marta, która właśnie wpakowała się do kuchni, żeby pokazać rodzicom słówko od wychowawczyni w dzienniczku ucznia.
- Bo mogły wziąć ślub – odpowiedział rzeczowo, acz niejasno dla córki tata.
- A czemu by nie mogły? – spytała, więc równie rzeczowo.
- Bo niestety, kochanie, - wtrąciła się mama, znów z westchnieniem, - nie w każdym kraju ludzie tej samej płci mogą wziąć ślub, albo nawet mieszkać razem.
Marta zupełnie nie rozumiała, dlaczego. Jakby ludziom nie wolno było się kochać…
- Wiesz, jak jest, skarbie – mama posadziła sobie Martę na kolanach – pani może zakochać się w panu…
- Albo drugiej pani – przerwała jej Marta, która w czasach przedszkola miała mocne postanowienie poślubienia kiedyś złotowłosej koleżanki z ławki i choć, co prawda, obecnie najlepiej czuła się i to z wzajemnością w towarzystwie czarnowłosego mulata, który chodził do jej klasy, nadal nie była pewna, co przyniesie przyszłość.
- Albo drugiej pani – powtórzyła po niej mama,- pan może zakochać się w pani lub w panu. Natura tak nas stworzyła, tak samo, jak jesteśmy blondynami, szatynami, rudymi, czarnymi, białymi, mulatami itd. Niestety, prawo nie każdego państwa pozwala ludziom zakochanym w osobie tej samej płci łączyć się w pary, czy brać ślub.
- Bo myślą, że pani nie może kochać pani, a pan pana?
- Tak by to można z grubsza ująć. To trochę tak jak z tym kolibrem. Jeśli go nie zobaczysz, nie poznasz, to nie wiesz, że istnieje. Ponieważ ludzi homoseksualnych (tak to się nazywa, gdy pani kochana panią lub pan pana) jest mniej, ta reszta (heteroseksualiści) nie znają ich dobrze i czasem nie wierzą, że taka miłość może istnieć i być prawdziwa.
- No, ale chyba gdzie indziej wiedzą, skoro są te śluby gdzie indziej – rozumowała logicznie Marta.
- Tak. Ale jak widzisz, są na dodatek ludzie, którzy boją się tego, czego nie znają. Czy nie pytałaś się mnie pół godziny temu, czy nie boję się węży?
Marta kiwnęła głową w zamyśleniu.
- No widzisz. Są kraje rządzone przez ludzi, zaślepionych przez strach. A niektórzy ludzie, gdy czegoś nie znają i się boją, zaczynają się od tego odsuwać, nawet nienawidzić. Dlatego, gdy tacy ludzie rządzą krajem, każdy, kto nie jest do nich podobny zostaje odrzucony. Niestety tak jest obecnie u nas no i dlatego pani nie może poślubić pani, a pan pana.
- Bez sensu – mruknęła Marta. – Będziesz musiała mi to powtórzyć jeszcze raz, bo to jest jakieś pokręcone.
- Dobrze kochanie. Nie zwracaj teraz uwagi na ludzi, którzy nienawidzą innych i lepiej pomyśl nad prezentem dla Kerimeny.
- Kerimena lubi ptaki – podpowiedziała Marta
- To kup jej książkę o kolibrach – uśmiechnęła się mama, są bardzo kolorowe, muszą być piękne.
- Dobry pomysł – przyznała Marta, wybiegając po katalog wydawnictwa dla dzieci.
- I, do licha ciężkiego, wytłumacz mi w końcu, skąd ona wzięła takie imię! – krzyknęła za nią ze śmiechem mama – Czy to jest jakiś sekret?!

Publicité

Agnieszka Abémonti-Swirniak "Marta i Sekret Kerimeny"

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article