Overblog
Editer l'article Suivre ce blog Administration + Créer mon blog
Rodzicielska Biblioteczka Laicka

Marta i Afryka

Marta i Afryka

16 czerwca przypada "Dzień Dziecka Afrykańskiego". Szkoda, że na polskiej stronie Unicef'u nie ma dzis nic na ten temat. To, że nasze dzieci mają, bo mają!, mnóstwo problemów, nie znaczy, że nie można uwrażliwiać dzieci, rodziców i ogół społeczeństwa na problemy innych.

Więcej można zobaczyć na anglojęzycznej stronie Unicef:

http://www.unicef.org/infobycountry/nigeria_73837.html

Już po tym, jak napisałam "Marta i Afryka", do przeczytania (niestety "overblog" nie pozwala mi na dodawania plików, jak dawniej :-( ) poniżej, zobaczyłąm na fb zdjęcie małego afrykańskeigo chłopca, "mówiącego" (fotomontaż oczywiscie) do młodej białej kobiety "przejechałas pół swiata, żeby przywieźć jakąs Biblię i nie zabrałas nic do jedzenia?!" W "Marcie i Afryce" jest i o misjonarzach, którzy przyczynili się walnie do wymazania afrykańskich kultur i o białych, którym sie wydawoało, a niektórym wydaje niestety nadal, że są lepsi od czarnych, o niewonictwie, apartheidzie i rasizmie, o Nelsonie Mandeli (http://robila.overblog.com/2013/12/rolihlahla-nelson-mandela.html

A z rzeczy wesołych (choć też nie do końca, ot, taki temat i o tym trzeba dzieciom mówić), skąd się wziął Tadek!

Miłej lektury, a od Slimaka, ilsutratora Marty z "Faktów i Mitów" prezent w postaci Tadka do pokolorowania (szkoda, że nikt nie odważył się przysłać mi swojej wizji Tadka).

PS. jesli ktos umie dodawać pliki na FB, to proszę mnie oswiecic pod tym adresem

https://www.facebook.com/rodzicielskabiblioteczkalaicka?ref=hl

Z dedykacją dla mojej małej córeczki, pewnego dnia także z przerażeniem dowiedziała się, co zrobili biali ludzie jej czarnym przodkom.

Marta i Afryka

- Martusiu, błagam Cię, przestań się tak kręcić! – westchnęła głęboko mama. –Przecież nie pierwszy raz lecisz samolotem…

- Drugi – odpowiedziała rzeczowo Marta. – I dwa razy dalej i dwa razy dłużej i,i,i….

- Dalej niż dwa razy dalej i dłużej niż dwa razy dłużej – wtrącił się tata.

- A Tadek już tam jest? Z wujkami? – upewniła się Marta, nie zwracając uwagi na szczegóły. – A przez te dwa tygodnie w Afryce to on się zrobił jeszcze bardziej czarny?

- Hm, nie sądzę, żeby to się dało zauważyć.

- A w ogóle, to opowiedz mi jeszcze raz, skąd się wziął Tadek.

- Tadka mama zmarła zaraz po porodzie. Jego biologiczny tato zmarł zaś w wyniku wypadku samochodowego, krótko potem. Dziadek Tadka od strony mamy i ojciec Marka razem pracowali, w gazecie sprzyjającej Nelsonowi Mandeli. Był zresztą dalekim Mandeli kuzynem.

Marta mgliście pamiętała, że znany z walki z rasizmem prezydent Mandela pochodził z jakiejś królewskiej, czy książęcej rodziny.

- To znaczy –zainteresowała się żywo – że mama Tadka była księżniczką? Prawdziwą? I Tadek też jest jakimś księciem? To wiesz – zwróciła się Marta odkrywczo do taty, nie czekając na odpowiedź – to jak Tadek nie jest moim biologicznym kuzynem, to może ja za niego wyjdę za mąż i zostanę pierwszą białą, rudą afrykańską księżniczką?

- Cześć wasza wysokość – Marta rzuciła się na szyję czekającemu w ogrodzie dziadków Tadkowi i wyszeptała mu do ucha – już mi wszystko opowiedzieli, jak będziemy dorośli to się pobierzemy i zostaniemy czarno-rudą afrykańską parą książęcą.

Tadek postanowił nie zaprzeczać. Przez grzeczność. Ni w ząb nie rozumiał bowiem, o co chodzi. Wyjął przygotowane zawczasu rodzinne albumy i pokazywał Marcie, jakim był słodkim noworodkiem.

– Gdy jego tata leżał w szpitalu po wypadku samochodowym – opowiadał rodzinną historię wujek Marek - poprosił mnie, żebym zaopiekował się Tadkiem. Byliśmy bardzo bliskimi przyjaciółmi, praktycznie razem się wychowaliśmy.

- A skąd Ty wziąłeś się w Afryce?

- Ja? Urodziłem się tutaj. Mój ojciec został przysłany do RPA, jako francuski dyplomata wraz ze swoją polską żoną (babcia Tadka uśmiechnęła się znacząco). Mieli potem wrócić do domu, ale postanowili zostać, bo zaangażowali się już w walkę z apartheidem wraz z Nelsonem Mandelą. Urodziłem się ja. Mamy też tutejsze obywatelstwo, dzięki czemu mogłem poślubić Adama i mogliśmy adoptować Tadka!

- Genialne… - westchnęła Marta, nie bardzo wiadomo, czy na myśl o tym, że nie każdemu dane jest posiadanie dwóch afrykańskich poślubionych wujków, czy o tym, że Tadek nie został sierotą, czy może jeszcze to tym, że dzięki temu wszystkiemu w ogóle Tadka ma i będzie mogła zostać pierwszą rudą afrykańską księżniczką.

Następnego dnia na stole obok śniadania na Martę czekał prezent. Rozchyliła nieśmiało papier centymetr po centymetrze a środku… w środku znajdowała się niesamowita materia w przecudnie różowym kolorze, z rombowatymi nadrukami koloru świeżej pomarańczy… Ku jej zachwytowi materia okazała się być najprawdziwszym afrykańskim bubu, lśniącym na rękawach i gorsie cekinami! Nie zdążyła dobrze obejrzeć się w lustrze, gdy Tadek z kanapką w ręku, pociągnął ją do samochodu. Przyglądając się wciąż nowemu strojowi, stosownemu do okoliczności, a raczej okolicy, Mata zaczęła drążyć:

- Wujku… A Ty skąd się wziąłeś w Afryce?

- Kiedy studiowaliśmy z twoim tatą we Francji, zaangażowałem się w stowarzyszenie, które stawiało w Afryce szkoły i przysyłało tu różnych nauczycieli. Przybyłem, pracowałem, zostałem. Poznałem Marka i już w ogóle zostałem.

- A inni biali ludzie skąd się tu wzięli? – główkowała dalej bratanica.

- Wiesz, wiele wieków temu, to biali przypływali tu tylko na wymiany handlowe. Jednak z czasem odkryli bogactwo tych ziem i zapragnęli ich dla siebie. Poza tym w dawnych czasach, gdy ludzie znaaaacznie mniej wiedzieli jedni o drugich, biali wymyślili sobie, że czarni są gorsi, ich kultura mniej zaawansowana, a ich religie nieprawdziwe. („Jakby ich była prawdziwa, pff” – wtrącił się cicho wujek Marek). Dlatego przysłali tu misjonarzy.

- Do sprzedawania misek? – zażartował Tadek.

- Nie – uśmiechnął się wujek Adam – misjonarze, to tacy duchowni, którzy uczą, a właściwie… propagują na siłę… - skrzywił się znacząco - swoją wiarę i obyczaje w innych krajach. Pod pozorem nauki czytania i pisania czy leczenia miejscowej ludności, kazali czarnym Afrykańczykom czytać Biblię i wpajali im, że ich bóg jest prawdziwszy od miejscowych, a ich kultura lepsza.

- A dlaczego?

- Dlatego, że stawiają duże miasta, mają więcej ubrań, drukują książki i gazety. Nie mieściło im się w głowach, że można mieszkać w lekkich domkach, ubierać się w przepaski i przekazywać wiedzę ustnie z pokolenia na pokolenie. I w tej sposób biały człowiek, który uważał się za ważniejszego, przejął ziemie miejscowych i, co najgorsze, w dużej mierze zniszczył ich kulturę!

- A nawet uczynił z nich niewolników – dodała smutno mama.

- A co oni w tej niewoli robili? – dociekała Marta.

- Biali wywozili ich do swoich krajów i kazali ciężko pracować, nie płacąc im, odbierając rodziny i więżąc na plantacjach – streścił rzeczowo obeznany z tematem Tadek. – Coś jak Baba Jaga Jasia i Małgosię.

Marta zamilkła. Nigdy w życiu nie przyszłoby jej do głowy, że można tak kogoś potraktować naprawdę, a nie tylko w bajce…

- Ale dlaczego? – Nie rozumiała.

- Bo byli czarni. – Odpowiedział nieswoim głosem wujek Marek.

- Przecież to niesprawiedliwe! – Krzyknęła nagle Marta z oczami pełnymi łez. - To ja już nie chcę być żadną białą, rudą afrykańską księżniczką, wcale nie chcę być biała! – Łzy lały jej się teraz ciurkiem, bowiem w jakiś rodzinny sposób poczuła się bardzo związana z tymi wszystkimi cierpiącymi ludźmi, którym nie wolno było mieć żon, którym zabierano własne dzieci, wyzyskiwano i bito, a nawet zabijano pod byle pretekstem. Przytuliła się do Tadka i ścisnęła go mocno.

- Rozumiem, że Ci się chce płakać, Martusiu - powiedziała mama, jak się Marcie zdawało, także przez łzy. – To przerażające, co zrobili biali ludzie czarnym. Ale wiesz, na szczęście byli i tacy, którzy walczyli najpierw z niewolnictwem, a potem, z rasizmem. Jak dziadkowie Tadka, jak Nelson Mandela… jedziemy właśnie zwiedzić jego muzeum….

- Co on właściwie zrobił? – pociągnęła nosem Marta.

- Walczył z tymi białymi, którzy dyskry-mi-no-wali Murzynów – odpowiedział Tadek. – Dyskryminowali, czyli uważali za gorszych – kuzyn najwyraźniej miał sporą wiedzę na temat swoich korzeni - i na przykład nie pozwalali im jeść w tych samych barach, co oni.

Marta czuła, że zaraz zaniesie się jeszcze większym płaczem, na samą myśl, że mogłaby nie móc jeść przy jednym stole z Tadkiem!

- To się nazywało „apartheid” – wyjaśnił wujek Marek - w wolnym tłumaczeniu „każdy ze swojej strony”.

- Ale… -zawahała się Marta, ciągle mocno wtulona w Tadka – teraz już nie ma niewolników?

- Nie, na szczęście niewolnictwo zostało zniesione. Nie ma już też apartheidu, wszyscy biali i czarni są równi. Nie wolno nam jednak zapominać o tym, co było kiedyś. Nie, żeby płakać – uśmiechnął się wujek Marek do Marty – tylko, żeby już więcej to się nie powtórzyło, żeby nikomu nie przyszło już nigdy do głowy, że jest lepszy od kogoś tylko z powodu innego koloru skóry, innych obyczajów, czy religii.

- Szczególnie wobec słońca jesteśmy równi – stwierdziła mama pogodnie, wysiadając, z auta. - Każdemu może zaszkodzić, dlatego zakładacie kapelusze. Już! Bez dyskryminacji, czarni i biali!

Agnieszka Abémonti - Świrniak

Partager cet article
Repost0
Pour être informé des derniers articles, inscrivez vous :
Commenter cet article
J
prześliczne
Répondre